Konkurs fantasy. Wygraj Xboxa 360!
Premiera gry Dragon Age: Początek już 6 listopada. Pomyśleliśmy sobie, że w sumie czemu wierni GRRRacze mają wydawać ciężko zarobione pieniądze! Przecież wspólnie z Electronic Arts możemy im sprezentować grę. A jak rozdajemy gry, to czemu by przy okazji nie konsolę?
Dzisiaj rusza pierwszy etap konkursu fantasy GRRR.pl i EA Polska. Szczegóły w pełnej wiadomości.
Najpierw rzecz najważniejsza czyli nagrody. Do zgarnięcie jest:
- Konsola XBOX 360 + gra Dragon Age,
- 5 zestawów – kod do pobrania DA z eastore.pl + książka DA: Utracony Tron.
Warto wyjąć z plecaków miecze +5 do obrażeń od szczęścia i tłuc się o nagrody!
Nie ma jednak nic za darmo. W trzy następne piątki zadamy Wam do zrealizowania quest. Do finału dostanie się sześć osób, które popiszą się jak najbujniejszą wyobraźnią i pomysłowością. Możecie odpowiadać w formie pisemnej, filmowej, graficznej, rysując, dłubiąc palcem po piasku, budując z ciastoliny czy rapując z mandarynką w ustach. Użyjcie wszelkich metod i możliwości współczesnego internetu. Uczciwie ostrzegam, że wybór finalistów będzie całkowicie subiektywny i będzie opierał się na pomysłowości autora i realizacji jego odpowiedzi. Bierzcie przykład z uczestników konkursu Nokii N97.
A oto zadanie na dzisiaj:
Wchodzisz do oberży w poszukiwaniu zaginionych eliksirów. Przeszukałeś cały budynek poza drzwiami do piwnicy. Słychać za nimi potworny ryk. Co czeka Cię na dole?
Do dzieła!


Zchodzą na dół. Przy zaciemnionej piwnicy widać po bokach stojaki z różnymi winami, a na środku stół, nie widać co na nim jest. Na ścianach wyryte jak by ostrymi i wielkimi pazurami ślady. Nagle słychać trzask zamków za bohaterami. Pewnie oberżysta zamknął stare i zardzewiałe drzwi dla większego bezpieczeństwa. Ale przed czym? W pokoju zapadła całkowita ciemność lecz zapaliły się pięć świec. każda pod kątem pokoju i jedna na środku nad stołem, za to, że piwnica była mała rozjaśniały pokój bez problemu. Cień powstawał przy sylwetkach herosów jak i stoisk wspomnianymi już wcześnie winami. Na stole można było ujrzeć człowieka, wyglądającego jak by umarł. Zmarły wyglądał na chłopaka w wieku 15 lat. Miał na sobie poszarpaną farmerską koszulkę i spodnie. Bohaterowie bez żadnych skruch zaczęli przeszukiwać piwnice. Kilka minut później słychać było dźwięk łamanych kości i zgasły wszystkie świece. Po kilkunastu sekundach zapaliły się znowu same a na stole leżał chłopiec który stał sie troche pulchniejszy i z gardła wychodziła mu coś w podobie macek ośmiernicy. Umarlak wstał ze stołu i zaatakował bohaterów. CDN.
:D heh tak jakoś se zacząłem pisać XD
Na dole czekal na mnie potezny czarnoksieznik ktory w momencie gdy potwornie ryknal ,przecial sie sierpem przy usuwaniu gałązek z ziół ktory przygotowywal do produkcji nastepnego eliksiru.Zlapał mnie szybko i wciagnal do srodka.Wyjawil mi swoja tajemnice ze robil on eliksir na wieczna mlodosc i podzieli sie ze mna jesli dochowam sekretu i pomoge mu w dalszej pracy. Zgodzilem sie wiec czarnoksieznik kazal mi odnalezc ziola ktore wczesniej zapisal na rolce pergaminu ….. nakazal takze abym sie pospieszyl poniewaz eliksir ktory nie zostanie wypity w ciagu 2 tygodni traci swoje mozliwosci. A wiec wyruszylem po ziola przemierzajac krainy oraz rozne miasta az powrocilem do czarnoksieznika ze wszystkimi potrzebnymi skladnikami. Wynagrodzil on mnie fiolka eliksiru ktory natychmiast wypilem po czym czarnoksieznik rozplynal sie w ciemnosciach piwnicy a ja nie znalem pojecia “starzenia” az do dzisiaj…
Sry za niektore bledy :P “usuwaniu gałązek z ziół ktore” :D
odpowiedzi na pytanie w komentarzach?
W komentarzach, na You Tube, Facebooku, Flickr, gdzie Wam wygodnie i gdzie możecie popisać się kreatywnością.
do kiedy czas?
Do przyszłego piątku, kiedy rozpoczniemy kolejny etap.
… i w pewnym momencie usłyszałem krzyk. Brzmiał niczym Ork w dobie swojego życia na polu walki. Gdy podszedłem bliżej, usłyszałem jak coś rozszarpuje ciało. Nagle, spod drzwi zaczęła wypływać krew.. tak czerwona jak żadna inna. Gdy obróciłem się, by sprawdzić czy nikogo za mną nie ma, krew zniknęła, pozostawiając po sobie wypaloną w drewnie dziurę.
Nadal nie wiedziałem, czy tam wejść. Spojrzałem przez dziurkę od klucza i ujrzałem tylko skrzynię, jaśniejącą złotem i srebrem, pełnią kryształów, rozświetlającą część podziemia. Nacisnąłem niepewnie na klamkę, lecz drzwi były zamknięte. Spróbowałem nacisnąć mocniej, acz cicho, lecz urwałem uchwyt wyłamując przy tym kawałek zamka. Szybkim krokiem wróciłem, by schować się za schody. Drzwi otworzyły się same. Powoli i ostrożnie schodziłem po schodach, te skrzypiały jakby płaczem, wszechogarniającą rozpaczą. Z trwogą w oczach uchyliłem drzwi i ku memu zdumieniu, wszystko wyglądało na pozór normalnie… gdyby nie ta nieszczęśliwa skrzynia.. Podszedłem bliżej, by zobaczyć, co się w niej tak naprawdę znajduje.. Ujrzałem całą masę ludzkich kości i jakieś dziwne narzędzia, jakby piłę i koło kowalskie, lecz nie były to zwykłe urządzenia. Miały coś napisane, jakby wyryte paznokciami.. Najwyraźniej to tym zabijano ofiary..
Nagle coś pękło, tuż za mymi plecami.. i znowu te okrzyki ofiarne.. Momentalnie coś sparaliżowało moje ciało. Resztkami sił odwróciłem głowę i ujrzałem ogromnego potwora, sam nie wiedziałem co to było.. Jego śluz wpełzł mi do butów, po czym wbił je w ziemię. Potwór rzucił się na mnie, chcąc mnie przygwoździć do ziemi, lecz zdążyłem zrobić unik. Gdy spojrzałem w bok, ujrzałem palące się obuwie..
Zrozumiałem, że jego śluz, który prawie mnie przeszył, był w stanie spalić niejednego stwora z odległych krain. W jednej chwili całe pomieszczenie zamieniło się w rzeźnię, jakiej dotąd nigdy nie widziałem. Ściany zamieniły się w krwawe groby ofiar potwora, podłoga w jedno, wielkie krematorium, zaś sufit cały był obwieszony ludzkimi głowami. Wiedziałem, że to nie jest sen – czym prędzej zacząłem się wynosić z podziemi, rzucając za siebie zaklęcie. Zamroziłem całe przejście między drzwiami. Nastała cisza. Nagle dźwięki, jakby potwór chciał się przebić przez ścianę. Nie czekając złego, udałem się do pobliskiej wioski, by ostrzec jej mieszkańców. Przy okazji zebrałem drużynę z wojowników, którzy nie tylko odznaczyli się w dziejach wioski, ale i całej krainy.
Z domu rozległ się krzyk. Wiedzieliśmy, że zło nadchodzi…
;)
Ostrożnie uchylił drzwi. Na twarzy poczuł lekki powiew wiatru przynoszący ze sobą zapach piwnicznej stęchlizny. Zaważył miecz sprawdzając czy dobrze leży w dłoni i uniósł ostrze na wysokość wzroku. Pchnął drzwi i przyjął postawę obronną czekając na atak. Jednak nic się na niego nie rzuciło.
Spojrzał w dół schodów. W piwnicy panowała ciemność rozproszona jedynie światłem z wnętrza karczmy.
Ostrożnie zszedł na dół oświetlając sobie drogę lampą.
Migoczące płomienie oświetliły wnętrze pomieszczenia. Piwnica była nie duża. Pod jedną ze ścian leżały umieszczone na stelażach beczki z winem a pod drugą skrzynie z najróżniejszym jadłem. Na wprost od wejścia znajdował się korytarz prowadzący dalej w głąb piwnicy.
Kolejny ryk odbił echem od kamiennych ścian mrożąc krew w żyłach.
Rozejrzał się nerwowo dokoła gotowy w każdej chwili zaatakować napastnika. Lecz kolejny raz nic się nie stało.
Z nerwami napiętymi do granic możliwości ruszył w głąb piwnicy. Cokolwiek tam siedziało lepiej by nie wydostało się na powierzchnię.
Korytarz był niski, krety i najwyraźniej prowadził gdzieś poza karczmę. Najwyraźniej musiał służyć kiedyś za drogę ucieczki na wypadek ataku czy pożaru. A teraz stał się siedliskiem potwora, którego ryki odbijały się echem raz po raz.
Po krótkim marszu dostrzegł na końcu tunelu światło. Ruszył w jego kierunku, gdy nagle usłyszał muzykę dobiegającą z tamtego kierunku.
Zgasił latarnie by nie zdradzać swojej pozycji i podszedł ostrożnie do wylotu.
Jaskinie rozświetlały pochodnie porozwieszane na ścianach. W oddali dostrzegł grupkę zakapturzonych postaci stającą do niego plecami. Z tamtą najwyraźniej dobiegała muzyka i dziwne ryki.
- A więc to jakiś kult oddający cześć jakiemuś potworowi – pomyślał.
Naglę jedna z tajemniczych postaci poruszyła się i muzyka ucichła.
Podszedł bliżej uważając by żadna z zakapturzonych postaci go nie zobaczyła, gdy się nagle odwróciła.
Przykucnął za kamieniem by mieć lepszy widok.
Grupę stanowiło pięć osób o nieznanej płci gdyż szaty dobrze kryły ich kształty. Nieopodal nich leżały instrumenty, kilka młotków i kowadło. Czyżby granie na nich służyło jako tło przy odprawianiu mrocznych obrzędów? Jednak nie to zainteresowało go najbardziej tylko brak jakiegokolwiek stworzenia, które mogło wydawać takie przeraźliwe ryki.
Wytężył słuch starając się usłyszeć, o czym mówią.
- Dajcie ją tu – rzekł najwyższy z nich, sądząc po głosie mężczyzna, wskazując na dwóch swoich towarzyszy.
Wyznaczeni zniknęli nagle za załomem i wrócili po chwili prowadząc dziewczynę z zawiązanymi oczami.
Ku zdziwieniu w ogóle nie stawiała oporu. Najwyraźniej miała stać się kolejnym członkiem tego demonicznego kultu?
- Czy przyrzekasz być wierna naszej grupie i nie zdradzić, co tu robimy aż na nadejdzie odpowiedni czas? – głos wysokiego był podniosły i patetyczny.
- Tak – odpowiedziała dziewczyna.
- W takim razie witaj w naszym gronie. Możecie zdjąć jej opaskę.
Dwaj co przyprowadzili dziewczynę pospiesznie wykonali polecenie i podali jej taką samą szatę jaką mieli pozostali.
- A teraz, gdy już jesteśmy w komplecie – zaczął wysoki, gdy dziewczyna ubrała się i dołączyła do reszty – możemy zacząć przygotowania. Wielki dzień już nie długo. Więc szykujmy się. Bo gdy nadejdzie, będziemy musieli zmierzyć się z innym. A gdy wygramy wtedy wszyscy padną nam do stóp. Więc dajcie z siebie wszystko.
Zgromadzeni powitali tą przemowę wiwatem poczym chwycili instrumenty, młotki i stanieli w kole.
Tego już było za wiele. Nie dość, że oddają cześć jakiś niewidzialnej bestii to jeszcze chcą zapanować nad światem.
Wyskoczył z kryjówki z mieczem uniesionym nad głową i ruszył na zgromadzonych.
Zakapturzone postacie widząc go rzuciły się do ucieczki gubiąc instrumenty.
Trochę go to zaskoczyło, gdyż przeważnie wyznawcy kultów wolą zginąć walcząc niż pozwolić by ktoś im przerwał rytuał.
Jeden z uciekających, ten wysoki, potknął się i upadł, gdy miecz o włos minął jego głowę.
- Litości! Co ty wyrabiasz? Odbiło Ci! – w głosie wysokiego dało się wyczuć mieszankę strachu i gniewu.
- Kim jesteście i gdzie ten potwór, któremu oddajecie cześć? – rzekł zbliżając ostrze do szyj leżącego. Dopiero teraz mógł mu się dobrze przyjrzeć twarz wysokiego. Mężczyzna a raczej chłopak miał nie więcej niż kilkanaście lat.
- Jaki potwór? Jakie oddawanie czci? O czym ty człowieku gadasz?
- Ten potwór, co ryki jego słuchać aż w karczmie?
- Ryki? – na twarzy młodego pojawił się dziwny uśmiech – To Mietek, nasz wokalista?
- Wokalista?
- Tak – powiedział wstając – Nie jesteśmy żadnym kultem czy sektą tylko zespołem szykującym się do konkursu.
- Zespół? Konkurs? Nie mydlcie mi tu oczu. Słyszałem o waszych planach podporządkowania sobie świata. I ta dziewczyna, co przysięgała wam wierność? A poza tym co za zespół nosi takie szaty?
- Żaden podbój świata. Mamy nadzieję rzucić naszym występem publikę na kolana – dodał pospiesznie – No wiesz wywrzeć wrażenie. Dziewczyna to nasza nowa wokalistka, stara ma chore gardło i nie może śpiewać. A mamy takie szaty, bo po prostu tu zimno.
Dopiero teraz poczuł zimny wiatr ciągnący z miejsca skąd przyprowadzono dziewczynę. Gotowość bojowa całkowicie oderwała go od tak przyziemnych spraw jak temperatura. Opuścił miecz i spojrzał podejrzliwie na chłopka.
- A zresztą sam zobacz – rzekł młody widząc, że nie jest do końca przekonany jego słowami. – Okej! Możecie wychodzić.
Pozostali członkowie zespołu wyszli z zakamarków jaskini i podeszli do nich. Młody dał znać by wzięli instrumenty i zaczęli grać.
Jaskinię wypełniło ostre brzmienie przypominające miauczenie przeplatane uderzeniami młotka o kowadło i rykiem Mietka-wokalisty.
- I co o tym myślisz? – zapytał młody gdy zakończyli przedstawienie. – To nowy styl muzyczny. Nazywa się Kowalski wiesz od kowadła.
- Mnie to raczej przypomina Metal wiesz od rąbania tym metalowym młotem o kowadło. A poza tym nie wróże wam wielkiej kariery.
- Ojciec też tak mówił nim wyrzucił nas ze stodoły gdzie wcześniej ćwiczyliście. Ale zobaczysz ten styl stanie się jeszcze sławny.
- Ta na pewno – mruknął z przekąsem – A przenieśliście się tu by siać strach w karczemnie swoimi rykami?
- Nie wiedzieliśmy, że jesteśmy pod karczmą. Przenieśliśmy się tutaj, bo jest dobra akustyka.
- Pod karczmą nie jesteście. Ale echo niesie te ryki aż do niej. Lepiej zmięcie lokum zanim znowu ktoś się tu zjawi szukając potwora.
- Chyba będziemy musieli – odrzekł ze smutkiem.- A swoją drogą czego tu szukałeś?
Dopiero teraz przypomniał sobie po właściwie zszedł do piwnicy.
- Szukam zaginionych eliksirów.
- Może to to? – rzekł Mietek podając pasek do którego było przymocowane kilka buteleczek z kolorowymi płynami. – Znalazłem to gdy pierwszy raz oglądaliśmy jaskinię.
- Dzięki, właśnie tego szukałem – odrzekł uradowany biorąc pasek. – No to ja muszę już iść. Bywajcie.
- Na razie – odrzekł młody a zanim reszta zespołu – Tylko nie wygadaj co tu robimy to ma być niespodzianka.
- Nie wygadam o ile nie usłyszę znowu jakiś ryków – uniósł dłoń w pożegnalnym geście i zniknął w tunelu prowadzącym do karczmy.
@Rosomak
świetne ;D
A na dole czeka Josef Fritzl ;).
sorki, że dwa razy, ale miałem problemy z internetem i tak jakoś wyszło..
jeszcze raz przepraszam.
Weruzeus otworzyl ostroznie drzwi. Poczul Przechodzacy przez jego cialo strach,paralizujacy miesnie i w pewnym stopniu zabraniajacy myslec. Serce zabilo mi szybko. Zrobil kilka krokow do przodu i zapalil swiatlo. – Nic sie nie stalo. Po chwili potezny blysk niczym lampa blyskowa oslepil Weruzeus a ten z przerazenia runal na pobliska szafke zrzucajac z niej wszystko. W koncu siwatlo zaczelo swiecic normalnie. Jakas dziwna ciec wyciekla na ziemie i zaczela wypalac dziure. Po chwili zaczely formowac sie jakies gluty ktore zaczynaly przypinac plod ludzki. Werezeus odsunal sie gwaltownie z ciekawoscia przygladal sie temu. Gdy to cos zaczelo byc wyzsze od niego rzucil sie to ucieczki. Na prozno szarpal klamke od drzwi,gdyz byly zamkniete. Potezna piescia rozwalil na czesci kawalek drzwi a ciemno fioletowe lapska zaczely go atakowac. Dziwny stwor obok,wyszktalcic sie w pelni, a Weruzeus kompletnie zglupial i stal z glupia mina. Dziwne stwory wylazily ze wszad. Weruzeus wyciagnal potezny miecz a ten dumnie zablysnal przy lampie,swisnal w powietrzu i przedzielil na pol potwora. Znow blysnelo a Werezeus znalazl na czemnej uliczce. Ze wszad wylazily te stwory. Zwatpil i wbil w piers swoj miecz i osunal sie zalosnie na ziemie…
Sorry za dwa posty ale moj net szwankuje.
Ostrożnie nacisnąłem klamkę i popchnąłem drzwi. Usłyszałem głośne jęknięcie i odskoczyłem do tyłu. Ktoś leżał za drzwiami. Nie byłem w stanie nawet ich uchylić. Kolejne parę jęknięć. Udało mi się usłyszeć lekkie szuranie po podłodze i pomrukiwanie. Kiedy trwało to już trochę czasu, zdecydowałem się pomóc przesuwającej się osobie. Naparłem na drzwi. Po chwili usłyszałem:
-Oooczalllłeźź?!
Drzwi były na tyle uchylone, że dostałem się do środka. Pod drzwiami leżał niezadbany młodzieniec. Było to widać i czuć. Czuć było również jakiego rodzaju trunki sporzył w ostatnim czasie. Zapytałem się go kim jest. Bełkot nie był zadowalającą odpowiedzią, ale czego mogłem oczekiwać. Zszedłem więc po schodach. Na dole była dość duża nawet jak na tawernę ilość alkoholi. Na podłodze leżała pusta butelka po winie. Przeszukałem regały, przeglądając etykiety.
Oprócz trunków było trochę kuflów, drewna i szmat. Zdecydowanie nie było nigdzie eliksirów. Właśnie zmierzałem w kierunku schodów do środka wszedł Oberżysta. Początkowo mnie nie zauważył i zwrócił się do pijanego w sposób sugerujący, iż jest jego ojcem. Gdy tylko mnie zobaczył wzburzył się i uznał mnie za złodzieja. Próbowałem się tłumaczyć, pytać o eliksiry. Nic to nie dało i zostałem wyrzucony z oberży.
Wyciągnąłem z tego proste wnioski. Jeśli ktoś na pytanie o eliksiry odpowiada, że znajdę je w tawernie, prawdopodobnie żartuje.
Drzwi… Ba! Wrota piekielne oddzielają mnie od źródła owego ryku. Zardzewiałe niekompletne zawiasy na siłe wbite w ściany, dotknięte czasem nierówno wycięte dechy z dębowego drewna, brak nawet prowizorycznego wypustka pozorującego klamke wskazywało na to że drzwi na pewno nie powstały za czasów pierwszych ludzi rozumnych.. No cóż, jak mus to mus. Co by się nie działo, niżej zejść trzeba. Ehh.. gdzie ja znowu wsadziłem swoją hubke i krzesiwo? Poziom mojej charyzmy nie pozwala mi jeszcze świecić oczami. GOSPOODAAARZUUU ! GOOOOOSPOOOOODAAAAARZUUUUU ! No tak. Jak zwykle pewnie chędoży się z jakąś dziewką na zapleczu. Gdzieee jaa.. A! No tak. Mamusia powtarzała: “Nieee pij synku z krasnoludami! Bo to nie dość ze mocnogłowe, to jeszcze szczwane bestyje z nich!”. Gdzie tam! Jam mądrzejszy! Znowu mnie oskubali, a moja wrodzona spostrzegawczość nie uwzględniła znikniętych już sakiewek. Po co ja dałem się w to wpakować… po co? Mogłem przecież dalej… AaaaAaaAaaaa!! Znów ten wrzask! Własnych myśli nie słysze! CISZEJ TAM ZA TYMI DRZWIAMI! No! I żeby mi to było ostatni raz! Tak więc.. na czym to ja skończyłem? Ach tak! Rąbanie drewna z ojcem też było całkiem emocjonującym zajęciem. Gdyby tylko biedny staruszek w końcu nauczył się ostrzyć siekiery. Tożto robota gorsza od szycia cegłami! No, ale co kto lubi. Zaraz zaraz.. co ja tu w ogóle miałem? Ach tak, eliksiry. Grunt to umieszczanie mikstur leczniczych w piwnicach chronionych przez jakieś “wyjątki”, a do tego za solidnymi prastarymi drzwiami. Na jakim świecie Ci ludzie żyją? Coo..? Warhammer? Nie podpowiadaj! Koniec! Zamilcz prosze! Tajemniczy głosie z zaświatów! No cóż. Jak to powiedział mój pradziad? “Weźmy się i zróbcie to! Ale nic na siłe. Wszystko młotkiem.”. Tak więc.. rozpędzam sie i próbuje staranować drzwi!
- Rzucaj k20 plus modyfikator z siły i budowy.
20 !
- Ha! Wszedł krytyk !
- Tak więc, rozbiegłeś się, i z gigantycznym impetem uderzyłeś w stare wrota wyrywając je z zawiasów i cisnąłes je prosto na przeciwległą ściane. Twoim oczom ukazały się gigantyczne półki z tysiącami kolorowych magicznych napojów… Zauważasz również Umorusane w błocie skórzane buty wystające spod opartych o ściane “delikatnie” usuniętych z wejścia drzwi.
- Podchodzę i odsuwam je na bok.
- “Zatrzasnąłem się tutaj k***a Twoja mać…” – zaklął szeptem gospodarz, i delikatnie osunął się na ziemie.
- Zbieram więc potrzebne mikstury, odstawiam drzwi na pierwotne miejsce, i pogwizdując wychodzę kierując się w stronę zachodzącego słońca…
…przeszukawszy już całą opuszczoną karczmę, zakamarki i pokoje, gdzie niegdyś spali ludzie – zrozumiałem, że zadanie nie będzie łatwe.
Szukając innego miejsca gdzie mogły by się znajdować artefakty, po które tutaj przybyłem, usłyszałem przeraźliwy ryk, wręcz pisk, który brzmiał jak odgłosy konającego stwora którego dręczy straszny ból. Ujrzałem drzwi, drzwi jak to drzwi – zwykłe, drewniane, z metalowymi obiciami – lecz wiedziałem, że to ‘coś’ co może się tam znajdować nie jest niczym dobrym, a określenie, że może to być ‘coś złego’ to niedomówienie.
Próbując zachować jak największą ostrożność wyjąłem krótki miecz, jeszcze raz rozejrzałem się po pomieszczeniu, w którym właśnie się znajdowałem i powoli ruszyłem przed siebie w stronę drzwi, gotowy na wszystko, nawet na najgorsze.
Otworzyłem drzwi, towarzyszący temu skrzypienie zawiasów sprawiło, że aż zacisnąłem zęby.
Wolnym i chyba nie do końca pewnym krokiem ruszyłem po krętych schodach w dół, na ścianach były napisane wyrazy w nieznanym mi języku, zatrzymałem się by lepiej przyjrzeć się owym tajemniczym napisom, zauważyłem, że ich szyk składa się w pentagram, ciężko przełknąłem ślinę lecz mimo wszystko ruszyłem dalej..
Rozległ się następny ryk, tym razem bardziej donośny, wiedziałem, że ból towarzyszący temu czemuś, co wydaje z siebie te odgłosy jest nieopisany.
Byłem już chyba bardzo głęboko pod ziemią, od jakiś 10 minut błądziłem po różnych schodach i korytarzach, nadal w gotowości do ewentualnego ataku na to co na mnie czyha.
W końcu doszedłem do następnych drzwi, teraz już zachowałem większą ostrożność niż przy pierwszych drzwiach, w końcu znajduje się daleko od wyjścia z tego mrocznego i tajemniczego miejsca, w którym unosi się zapach stęchlizny i zgniłych bali podtrzymujących sufit i ściany.
Po chwili wahania, złapałem za klamkę i powoli pchnąłem drzwi, tym razem nie skrzypiały aż tak bardzo, a wręcz przeciwnie, nie wydały hałasu.
Zorientowałem się, że wchodzę do pewnego rodzaju biblioteki z tą różnicą, że książki nie leżały na żadnych regałach lecz były poukładane w stosach przy ścianach, naprzeciwko drzwi stał sękaty stół a na nim spoczywała księga, podszedłem do niego i otworzyłem księgę na pierwszej stronie, znajdowały się w niej znajome napisy, znów nieznany język i wyrazy układające się w pentagram, przewróciłem kilka kartek i zobaczyłem, że kilka wersów jest przetłumaczone, a brzmiały one tak:
”Kto raz zakłóci JEGO spokój, zostanie potępiony,
kogo chociaż raz przeszyje JEGO wzrok, zostanie ślepcem,
kto spróbuje się MU przeciwstawić, zostanie zgładzony,
kogo chociaż raz dotknie ON, zostanie jego sługą,
kto śmie wątpić w JEGO wyższość, zostanie męczennikiem(…)”
I ostatni wers, tak, jakby ktoś przerwał tłumaczowi jego pisanie:
”(…)A ten, który nie lęka się go, zostanie…”
I tu kończy się przetłumaczony tekst, przejrzałem więc jeszcze kilka kartek w poszukiwaniu w poszukiwaniu czegoś ciekawego, lecz nic nie znalazłem, cała reszta była w języku, którego nie rozumiem.
Ruszyłem w dalszą drogę, pokonując kolejne schody i zawiłe korytarze w mojej głowie wciąż żyła myśl, co lub kto przerwał tłumaczowi jego pracę, i czego nie zdążył on dopisać.
Rozmyślania przerwał mi znów znajomy już ryk, tym razem tak głośny i donośny, że miałem wrażenie, że to ‘coś’ wrzeszczy tuż za moimi plecami.
Wolnym krokiem, teraz trzymając już duży dwuręczny miecz połyskujący w blasku świec, które były umocowane na ścianach, zauważyłem kolejne już drzwi, serce zabiło mi nieco szybciej, wiedziałem, że zaraz zmierzę się z tym czego szukam już od dłuższego czasu, uświadomiłem sobie, że mogę z tego już nie wyjść i, że rzekomo spokojna przygoda którą miałem tu zaznać zamieniła się w największą zagadkę mego życia.
Pewny swego ruszyłem przed siebie, tym razem nieco szybciej, stojąc już przed drzwiami zacisnąłem dłonie na rękojeści i z całej siły wyważyłem drzwi nogą, ku mojemu zdziwieniu w pokoju klęczał tylko człowiek w obdartych szatach, mężczyzna, trzęsący się z zimna.
Ostrożnie, gotowy do obrony podszedłem do niego i zapytałem się co tu robi, on nie odparł nic, ponowiłem pytanie i zbliżyłem się nieco bardziej, on wstał, patrząc w dół, był dość wysokim szczupłym mężczyzną, chyba mnichem gdyż miał wygoloną głowę.
Mym oczom ukazał się wyraz na jego klatce piersiowej, wyglądał jakby ktoś go wydrapał, spojrzałem na jego dłonie i zauważyłem, że na palcach i paznokciach ma krew, litery układały się w „Jego władcą”, przemyślawszy to szybko zdałem sobie sprawę, że jest to brakująca część wersu z księgi, którą czytałem.
Moje przemyślania przerwał kolejny ryk a mężczyzna upadł na kolana, złożył ręce jak do modlitwy i zaczął kołysać się na boki, z przerażanie odsunąłem się od niego, jego klatka zaczęła pulsować tak, jakby chciało się z Niej coś wydostać. Mężczyzna dosłownie eksplodował na moich oczach, a krew i jego wnętrzności znajdowały się teraz na ścianach, nigdy nie widziałem czegoś bardziej ohydnego – czym prędzej chciałem stąd wyjść, to już za wiele jak dla mnie pomyślałem, lecz drzwi, które za mną się znajdowały zatrzasnęły się i usłyszałem ciężkie dyszenie za moimi plecami, jeszcze mocniej niż uprzednio ścisnąłem rękojeść i powoli się odwróciłem, przede mną stał ON, wysoki stwór budową przypominający człowieka lecz nieludzkich wymiarów, wysoki, z chudymi długimi nogami, skóra, a raczej to co pokrywało jego ciało przypominało rybie łuski lecz miało czerwony kolor, na klatce piersiowej miał pentagram.
To było już zbyt wiele, czyżby to może sam szatan mi się okazał ?
Chciałem podnieść głowę by spojrzeć na jego pysk lecz przypomniały mi się słowa książki:
”kogo chociaż raz przeszyje JEGO wzrok, zostanie ślepcem”
Niepewnym głosem zapytałem:
- Czego chcesz ?
Postać nadal stała bez ruchu, i ciężko dyszała.
- Czego chcesz !?
Zapytałem ponownie, tym razem podniesionym głosem, postać odpowiedziała:
- Co Ty, śmiertelniku robisz w tak opuszczonym i zapomnianym miejscu ? Czym też zawdzięczam te odwiedziny.
Tym razem to mnie sparaliżowało, jego głos przeszywał moją głowę jak igły, jego każde słowo bolało. Straciłem całkiem orientację, miecz trzymałem już tylko jedną ręką a jego ostrze spoczywało na ziemi. Postać chwyciła mnie za ramiona, dopiero wtedy nieco się ocknąłem lecz każde szarpnięcie jakie wykonałem bolało, jakbym znajdował się w klatce z pobitym szkłem i próbował się z niej wydostać, więc spoczywałem bez ruchu, postać odezwała się znów:
- Jeśli już pewnie wiesz, każdy MÓJ dotyk sprawia, że zostajesz moim sługą. Ten, którego tu widziałeś zwątpił w siebie i we mnie, spotkała go należyta kara. Lecz Ty nie musisz dzielić jego losu i dołączyć do mnie możesz dobrowolnie, lub, wyssę z Ciebie duszę i nakarmię nią moje sługusy.
Nie widziałem co odpowiedzieć, mój mózg i ciało odmawiało już posłuszeństwa, lecz zebrałem się na odwagę i powiedziałem:
- Wolę umrzeć niż służyć Tobie, plugawa bestio sprzeciwiająca się Bogu.
Wtedy poczułem, że upływa ze mnie życie, myślałem teraz o mojej rodzinie, dzieciach i przyjaciołach, wiedziałem, że to już koniec, że mój czas właśnie dobiegł końca gdy.. przypomniałem sobie o niedokończonym wersie
„A ten, który nie lęka się go, zostanie jego władcą ‘’
Myśli które w tym momencie przepłynęły moją głowę, te najlepsze wspomnienia z całego mojego życia dały mi siłę. Chwyciłem swój miecz, i wbiłem go bestii prosto w środek pentagramu, ryk, który już wcześniej słyszałem rozległ się jeszcze raz, lecz teraz bestia konała.
Energicznym ruchem wyjąłem swój miecz a potwór znikł pozostawiając po sobie łuskową skórę..
W drodze powrotnej znalazłem niewielką skrzynię, w której znajdowały się eliksiry, po które tutaj przybyłem.
Teraz wiem, że nie mądre jest zapuszczać się w nieznane samemu, i, że nawet najprostsze zadanie może zamienić się w istny koszmar.
Będę miał co opowiadać wnukom.
… Usłyszałem krzyk, krzyk przerażający i mrożący krew w żyłach krzyk którego nie chciałbym usłyszeć nigdy w życiu . Z własnego doświadczenia wiedziałem że krzyk ten należy do nastrajszego i najmocniejszego zwierzecia magicznego jakie istnieje czyli “PlayStationa, ale musiałem wziąśc tę rzecz którą tak potrzebowałem, nie mogłem pozwolić by Anna umarła. Wyciągnąłem miecz darowany przez Nintendo, łyknąłem miksture i z adrenaliną buzującą we krwi ładowaną ciągłymi krzykami PlayStationa wkroczyłem do pomieszczenia . Potwór natychmiast zamilkł i z głosem pozbawionym emocji rzekł:
- Wiedziałem że przyjdziesz
- Oh rly ?
- Zawsze zabawny, Luke … jednak przyjscie tu nie było dobrą decyzją rzekł . i rzucił we mnie ogromną kulą pioruna kulistego . Uniknąłem ją chowając się za kamieniem
- Nie chowaj się, i tak Cię zabiję
Kolejna kula (tym razem ognia ) ledwie mnie mineła a ja podeszłem kilka kroków bliżej, tak że mogłem coś mu zrobić .
- rozwszwcieczony potwór ryknął, wsciekanie się było jego słabym punktem , więc podeszłem do niego od tyłu i pewnym ruszem dłoni wbiłem mu go w głowę .
Potwór krzyknął jeszcze bardziej przeraźliwie niż przedtem i runął z łoskotem na ziemie, zaraz gdy potwór ostatecznie przestał oddychać zobaczyłem eliksir którego tak potrzebowałem eliksir Roda …
- Ya rly
Koniec
Anna chorowała na roda, a Oh rly i Ya rly to ci wpiszcie sobie w google. Jeśli nie wiecie . Pisane dla zabawy, ale nadzieja jest :) .
http://img377.images...
Panie i Panowie mamy pierwszy rysunek. Czekam na inne, ciekawe kreacje (jak nie będzie filmów i eventów na ulicy to będę rozczarowany ;). Póki co wpisy wciągające. Czekam na więcej.
Witam,
nie wiem, czy konkurs wciąż aktualny, ale dorzucę coś od siebie:
Otwiorzyłem drzwi, nie widziałem prawie nic, prucz pochodni, płonącej po prawo ode mnie. Cóz, wziąłem więc tę pochodnie w dłoń, nagle ziemia zaczęła się trząść, przewróciłem się, a drzwi zasunął jakiś kamień. W tej sytuacji nie pozostało mi nic innego, niż iść jedyną drogą, schodami w dół. Na dole, znalazłem świerze ciało mężczyzny, które przeszukawszy, znajdując eliksir w kieszeni, pozostawiłem na pastwe losu. Tóż obok leżało wielkie ciało… czegoś, czego nigdy wcześniej nie widziałem. Ciało było zasypane stertą kamieni, a obok leżał zardzewiały, stary miecz, który postanowiłem wziąć, na wszelki wypadek. Szybko uświadomiłem sobie, iż to coś zabiło mężczyznę, samo zostało pozbawione życia z mojej ręki, co prawda nie bezpośrednio, ale jednak to ja, zabierając pochodnie spowodowałem trzęsienie ziemi, które było przyczyną śmierci tego stworzenia. Postanowiłem nie czekać dłużej, przy tych ciałach i ruszyć dalej ciemnym korytarzem. To co znalazłem na końcu zadziwiło mnie, jeszcze bardziej, niż ten stwór i przyprawiło o zawroty głowy, z zachwytu. Było to podziemne miasto, które w czasach miecza i magii, zerwało kontakt za światem zewnętrznym. Postanowiłem więc ochłonąć, w barku, przy browarku. :P
POZDRAWIAM
Ostrożnie otworzyłem drzwi. Klamka była przeraźliwie zimna. Przejmujący dreszcz przebiegł mi po plecach. W lewej ręce trzymałem lampę. Prawą trzymałem za plecami, gładząc rękojeść miecza. Oczom moim ukazały się strasznie kręte schody. Schodziłem ostrożnie. Schodek po schodku. Nie wiedziałem jak daleko będę musiał jeszcze iść, ale nie miałem wyboru. Musiałem znaleźć te eliksiry. Z każdą sekundą serce biło mi coraz mocniej. Podejrzewałem, co może kryć się w tej ciemności. W końcu dotarłem do ostatniego stopnia. Zobaczyłem sporą salę, której sufit tu i ówdzie opierał się na niezbyt wyszukanych kolumnach. Gospodarz trzymał tu swoje wino. Sporo tego płynu wylane było na podłogę. Badając pomieszczenie, odkryłem jakby wejście do podziemnego korytarza w przeciwległej do schodów ścianie. Wolałem tam nie wchodzić. Cel mojej wyprawy do tej oberży (zaginione eliksiry) znalazłem na jednej z półek. Spokojnym krokiem przechodziłem przez całą długość sali. Cieszyłem się. Znalazłem to, po co przyszedłem i cały czas jestem przy życiu. I mniej więcej w połowie drogi poczułem potężne uderzenie, które natychmiast mnie przewróciło. Zobaczyłem, że mam zerwane ścięgno z tyłu lewego kolana. Ból był tak okropny, że nie mogłem podnieść się z podłogi. Natychmiast powtórzył się kolejny cios. Ten jednak udało mi się zamortyzować mieczem. Było ciemno. Lampa potłukła się już po pierwszym ataku. Nie miałem żadnych szans. Wiedziałem, że to bazyliszek na mnie poluje. Tylko on atakuje ogonem w nogi ofiary. Jakimś cudem jeszcze nie spojrzał mi w oczy, bo to oznaczałoby śmierć. Wiedziałem, że lada chwila może to zrobić. Musiałem więc zamknąć oczy. Czekałem na to, co było nieuniknione. Nagle usłyszałem okropny ryk. Bazyliszek zerwał się do ataku. Zdążyłem tylko zasłonić twarz mieczem. W tej chwili wszystko ucichło. Nie wiedziałem, czy mogłem już otworzyć oczy. Postanowiłem zaryzykować i… zobaczyłem potwora stojącego nade mną, który był raczej głazem, niż cuchnącym gadem. Spojrzałem na ostrze miecza i zrozumiałem. Bazyliszek zobaczył w nim swoje odbicie, co doprowadziło go do zguby.
Witam, poraz trzeci próbuję wysłać tym razem z innej przeglądarki xP. Może się uda…
Siedzę i myślę. Leżę i cierpię. Stoję i krzyczę.
Krótko mówiąc, walczę z bólem, który przenika me ciało od głowy, przez trzewia i dochodzi aż do stóp. Biję się z własną porażką i próbuję wykrzyczeć swój wstyd.
Zawiodłem. Zawiodłem?
Pytam się samego w siebie w myślach, gdyż nie wierzę. Nie potrafię przyjąć tego do wiadomości jakby mój umysł odrzucał od siebie myśl o porażce.
Zadrapałem paznokciami po żelaznej pokrywie pod moim ciałem, aby złagodzić kolejną napływającą falę bólu. Unoszę głowę i spoglądam przed siebie, pomiędzy kraty mojej klatki. Widzę stoły z przykutymi ludźmi, którzy gapią się tępo przed siebie, którzy zatracili się w zapomnieniu i bólu. Znaleźli słodkie ukojenie w szaleństwie.
Może i moim udziałem się stanie? Słyszę krzyki, które przeszywają rozległe pomieszczenie jednak nie wierzę nadal, że to ja krzyczę.
Jak do tego doszło? Jak znalazłem się w tej sytuacji? Staram się przypomnieć sobie pomiędzy kolejnymi falami bólu, co sprowadziło na mnie to szaleństwo?
Szukałem sposobu na wyciągnięcie brata z gorączki. Śmiertelnej i pochłaniającej ludzkie życie nie gorzej niż wojna, która znalazła dom w mojej wiosce. Potrzebne było lekarstwo. Potrzebna była nadzieja a ja ujrzałem promień pomiędzy czarnymi, kłębiącymi się chmurami.
Plotka o opuszczonej oberży, w której zagnieździł się alchemik. Pracował nad różnego rodzajem eliksirami na nieuleczalne choroby. Uratowałbym życie bratu. Życie wioski…i gdyby było tego więcej mógłbym zarobić.
Kolejny raz czuję jak przez moje żyły przechodzi fala ognia, która rzuca mną na płytę klatki i wydziera z mego gardła spazmatyczny krzyk. Coraz więcej krwi, nawet nie zauważyłem kiedy rozdrapałem z bólu własne ciało. Rany na klatce piersiowej nie są głębokie, jednak krwawią obficie.
Wyruszyłem zatem w poszukiwaniu oberży, którą udało mi się odszukać dnia trzeciego o zmierzchu. Stała na rozdrożu, pomiędzy pól pszenicy, której kłosami delikatnie kołysał wiatr. Gdy spoglądałem na to pospolite, lecz tak piękne złote morze, zapragnąłem do niego wskoczyć. Aby jego złociste fale dotknęły mych stóp, aby obmyły moje zmęczone ciało.
Jednak piękno jest zdradliwe.
Wszyscy wiemy, że w polach żyją niebezpieczne węże, które tuż przed zbiorami uciekają do lasów. Naturalna ochrona przed złodziejami. Uśmiechnąłem się sam do siebie i lekko potrząsnąłem głową, jakbym chciał wyrzucić z niej myśli i marzenia.
Muszę ruszać naprzód. Wysoki budynek zbity z desek prezentował się niezwykle dobrze jak na opuszczony. Nadal leżały na podłogach lekko zapleśniałe dywany, wisiały świeczniki udekorowane pajęczynami, w salonie stały meble i ogromny stół z rzeźbionymi nogami. Na piętrze sypialnia z wielkim łożem, w którym zamieszkały pchły i inne robactwo, zgniłe księgi, których nie dało się odczytać.
Jednak nic nie było zniszczone. Jednak nigdzie nie było eliksirów.
Zostało pomieszczenie ostatnie, mianowicie piwnica, która zamknięta była na potężną stalową kłódkę. Pamiętam, że chwyciłem solidny świecznik i zamachnąłem się aby rozbić deski dookoła kłódki, gdyż drzwi były nadgniłe.
I wtedy rozległ się ryk, który przemieszał się z moim wrzaskiem. Uderzyłem głową o kraty klatki i zacząłem krzyczeć, płakać, rzucać się. Ryk usłyszałem w swoich wspomnieniach, mój krzyk jest jak najbardziej rzeczywisty i rozdzierający ciszę sali.
Co było potem? Drzwi ustąpiły i ujrzałem schody w dół. W świecznikach paliły się świece, które rzucały blade światło na mokre kamienie. Stałem tak chwilę trzęsąc się ze strachu. To był ryk? Czy tylko uderzenie poniosło takie echo? Zadawałem sobie pytania nie mogąc się przemóc aby ruszyć w dół. Nie mogłem zawrócić. Nie kiedy byłem tak blisko!
Zdjąłem świecę i z wyciągniętą ręką odstraszałem mrok, który uciekał przed nikłym płomyczkiem. I na samym dole ujrzałem…gdybym mógł wydrapać oczy, zrobiłbym to. Gdybym mógł rozdrapać sobie gardło, uczyniłbym tak. Aby nie widzieć, aby nie krzyknąć, aby się nie odwrócił.
Nad stołem z przykutym mężczyzną, którego ciało było bestialsko okaleczone pochylał się…on. Odwrócony do mnie plecami, wysoki na trzy metry o skórze czarnej ze szkarłatnym połyskiem. Rozłożył skrzydła gdy krzyknąłem, błoniaste jak u nietoperza i odwrócił swój owalny, rogaty łeb. Na jego twarzy nie było nic ludzkiego, była cała gładka, tylko dwa kryształy niczym szafiry połyskiwały na miejscu jego oczu. Świeca wypadł mi z ręki, cofnąłem się a on wyciągnął do mnie szponiastą łapę i chwycił za bark. Całę moje ciało przeszył ból, jakiego wtedy jeszcze nie znałem, a jaki teraz czuję co chwilę.
-Po co tutaj przyszedłeś?
Odezwał się chór szeptów, który był głosem tego demona. Ja upadłem na kolana pod falą silnego bólu, którego nie mogłem znieść.
-Aby uratować brata!
Odkrzyknąłem a on pokręcił głową.
-Jam jest Beheliare, ten który jest i będzie. Władca Esencji czystego Zła. Kłamstwo twoje nagrodzonym będzie. Zahuczał szepty a ja opadłem na ziemię i… Oto jestem. Już pamiętam. Teraz wariuję, w każdej pozycji cierpię, okaleczam się aby złagodzić ból. Przecież nie skłamałem, chciałem uratować brata, chciałem… Pomiędzy kratami widziałem stoły a na jednym z nich eliksiry. I teraz dotarło do mnie, nareszcie zrozumiałem. Chciałem…zysku. Chciałem złota. Pragnąłem bogactwa i skłamałem. Zamknąłem oczy szlochając, szloch przerodził w krzyk, krzyk w przerażający ryk cierpienia. Gdy uniosłem oczy stał nade mną Beheliare.
-Zrozumiałeś.
Powiedział.
otworzyl drzwi i dostal gumowym kuta*** w czoło
WYGRAM!
Każdy ma szansę wygrać. Ty może trochę mniejszą niż inni, ale jednak ;)
i loled :D
“Każdy ma szansę wygrać. Ty może trochę mniejszą niż inni(…)”
położyłeś mnie na łopatki :P
Przed wejściem do piwnicy sprawdził swój zatruty miecz – skrytobujcę , poprawił kołczan z bełtami na plecach i wypił jeden z eliksirów do ukrywania się w cieniu. Tak przygotowany gotów był stawić złu, jakież to zapewne na niego czekało. Ostrożnie otworzył drzwi – zdolności i zmysł łotrzyka unieszkodliwiły pułapkę zastawioną na ciekawskich amatorów przygód.
Rufus nie był amatorem, wiedział że nie w piwnicy nie znajdzie eliksirów, ale coś podpowiadało mu, że w piwnicy mogą znajdować się inne bogactwa, których potwór może bronić. Tak oto wciąż ukryty w cieniu zaczął skradać się na dół i wtem usłyszał kolejny donośny ryk. Jakież miało być jego zdziwienie, gdy miał się zaraz dowiedzieć co na niego czeka.
Na dole znalazł z tuzin krętych korytarzy a z każdego z nich zdawało mu się słyszeć ten przenikliwy krzyk. Nadstawiwszy uszy w oczekiwaniu na kolejny krzyk, znowu wpadł w wspomnienia z przeszłości: w czasach gdy wstąpił do gildii Paszołwona i uczył się złodziejskiego fachu wraz z innymi adeptami. Przypomniał sobie właśnie jedną z pierwszych lekcji; o tym jak znaleźć wyjście z ciemnych i krętych jaskiń.
Wspomnienie lekcji uświadomiło mu, że nie ma sensu dalej nasłuchiwać, aby wzmocnić pozostałe zmysły zawiązał opaskę na oczy i zatkał sobie uszy. Powoli zaczął krążyć wokół wejść do tuneli i przy każdym z nich starał się wyczuć zapachu potwora. Przy jednym z tuneli wywąchał lekki smród, nie dość silny aby wyczuł go zwykły poszukiwacz przygód, ale dla Rufusa był wystarczająco mocny, aby mieć pewność, że coś obrzydliwie śmierdzi.
Rozwiązawszy oczy i odetkawszy uszy zaczął iść w kierunku smrodu. Nie miał żadnej pochodni, lampy zresztą też; wrodzona infrawizja pozwalała mu widzieć w ciemnościach. Na chwilę wyszedł z cienia i przyspieszył kroku. Coraz wyraźniej było słychać krzyki potwora.
Gdy doszedł pod koniec tunelu znów powrócił do ukrywania się w cieniu. Nie chciał aby potwór go pierwszy zauważył. Jeszcze jeden zakręt i zagadka się rozwiąże – pomyślał Rufus.
Ostrożnie wszedł do groty i to co zauważył przeszło jego najśmielsze oczekiwania. Wyskoczył z cienia, zadając potworowi cios w plecy. Stwór padł martwy, a Rufus zaczął kopać ścierwo z wściekłości, że nic przy nim nie znalazł.
Powrócił do gildii bez żadnego łupu, ale za to z mrożącą krew w żyłach historią którą zaraz miał opowiedzieć pobratymcom.
Przy kuflach piwa wszyscy równo się śmiali z opowiadania Rufusa i wtedy powiedział:
– Nigdy bym się nie spodziewał, że tym ścierwem okaże się zwykły Gooooooaaaaaaaaach
Rufus padł martwy na ziemię od zatrutego bełtu Paszołwona, którego Rufus zdenerwował bezowocną wyprawą.
Mądrością nie grzesząc, a zamiast tego odwagą na mą zgubę, życie swe próżne acz pełne przyjemności przeleciałem po krótce w myślach i za miecz chwyciłem. Zdjąwszy go z pleców ucałowałem postrzępioną klingę, jak miał w zwyczaju i uśmiechnąłem się w jej stronę. Kiedyś uśmiech ten miecz mój, a Amputant było mu na imię, odwzajemniał. Dziś spoglądał na mnie już tylko matowym odcieniem metalu nie zdolnym do odbicia choćby i słońca w szczycie dnia. Z polotem, jak miałem to w zwyczaju i co mieczycho moje długie na wzrost średni mężczyzny zdawało się pochwalać, przyłożyłem do drzwi solidnego kopa. Paraliż chwycił mnie za kolano a próchno nie ustąpiło. Wiedząc, na jaką żałość skazałbym się odstępując od prób w tej chwili użyłem w kolejnej drugiej nogi i w końcu udało się. Potężny trzask zawiasów, a zaraz po nim głuchy łoskot zwalającego się w dół, po schodach, płata obitego metalem drewna. Nie zważając na piłujący ból zeskoczyłem za drzwiami niemal doganiając je w locie. Potężny, demoniczny ryk po raz kolejny zakuł moje uszy. Oto kobieta szeroka na kobiet dziesięć, gospodyni jak podpowiadało doświadczenie, rzuciła się w moją stronę już z daleka nacierając furią demonicznych oczu. Na raz ja i mój miecz zapomnieliśmy o celu tej wędrówki. Próżno było ręce unosić w geście nieporozumienia, próżno silić się na przeprosiny. Siła ta raz wprawiona w ruch wymagała przelania krwi. Uskoczyłem na bok w ostatniej chwili ale i to nie ochroniło mnie przed niesamowitym refleksem baby. Choć impet pognał ją dalej zdążyła zahaczyć pięścią o moją skroń. Obrócony pięć razy wokół własnej osi ledwo utrzymałem się na nogach, krzyknąłem. W porównaniu z rykami gosposi krzyk mój ledwie konkurować mógł z dziewiczym piskiem. Powtórzyłem ten paniczny odzew w perspektywie lecącego prosto na mnie krzesła. Potem zemdlałem. Jak się miała okazać, uratuje mnie gospodarz.
Słysząc ten okropny krzyk, przed oczami miałem coraz do gorsze scenariusze, im dłużej o tym myślałem, tym perspektywa, że muszę zaraz otworzyć te drzwi, przyprawiała mnie o dreszcze. Ale co? Musiałem znaleźć te eliksiry, a to była ostatnia deska ratunku. W końcu musiałem to zrobić… Delikatnie pociągnąłem za, szczerze powiedziawszy zardzewiałą trochę, klamkę… Zdecydowanie rzadko kto odwiedza to miejsce, co zaintrygowało mnie okropnie, a zarazem przeraziło jeszcze bardziej. Moje ręce dygotały. Ryk docierający z dołu narastał, a drzwi okropnie skrzypiały gdy je otwierałem. Od razu przypomniała mi się moja rodzinna piwnica, w której drzwi wydawały podobny dźwięk. Kojarzyła mi się ona z dzieciństwem pełnym strachu. Zawsze, ale to zawsze, moi starsi bracia straszyli mnie, że za tymi drzwiami czai się coś okropnego, włochatego, przypominającego łosia, najzwyklejszego łosia, ale z ludzkim tułowiem! Jednak szybko otrząsnąłem się z tej myśli, potrząsając głową na boki. Drzwi były już otwarte całkowicie. Za plecami słyszałem śpiewy ludzi, cóż nie powiem, że trzeźwych… Co chwile ktoś wznosił toast, ale nie o tym teraz! Schody! Tak, schody! Widziałem je… długie… wydawało się, że ciągną się w nieskończoność. Na ścianie z prawej strony, jakiś metr dalej, wisiała pochodnia. Pomyślałem, że na pewno nikt się nie obrazi jak sobie ją na chwilkę pożyczę, aby poszukać moich eliksirów. Zrobiłem krok. Przeciąg zamknął drzwi za mną, przestraszyłem się. Słychać było tylko krzyk dochodzący… hmm… sam do końca nie wiedziałem skąd on dochodził. Blask pochodni oślepiał mnie, ale złapałem ją w dłoń i w tym momencie jak spod ziemi, wyrósł przede mną wspaniały ogród, pełny tysiąca barwnych kwiatów, ogromnych drzew i przepięknie śpiewających ptaków, których nigdy wcześniej nie widziałem na oczy. Raj, jak mogło by się wydawać, znikł tak samo szybko jak się pojawił, nie zdążyłem nawet policzyć do dziesięciu. Teraz widziałem już tylko, do końca nieokreślony mebel, o dziwnym kształcie, który myślę, że można było nazwać stołem, dwa krzesła i człowieka! Szczerze mówiąc, nie wyglądającego normalnie. Jego długi płaszcz przywodził mi na myśl mojego dziadka, tragicznie zmarłego. Biedaczek… zapił się na śmierć. Ale wróćmy do tajemniczego pana. W pewnym momencie odwrócił się i spojrzał na mnie tak jakby wiedział o mnie wszystko i spodziewał się mnie. Troszkę mnie to zdziwiło, ale wydałem w końcu z siebie dźwięk:
- Dzień dobry – powiedziałem pewnie.
- A dzień dobry, wiem doskonale po co tu jesteś chłopcze, usiądź proszę. – odparł staruszek.
- Dziękuje. Ale zastanawia mnie jedno, skąd Pan wie to wszystko i niech mi Pan to udowodni.
- Jak mało wiesz… Przyszedłeś tutaj po utracone eliksiry, które zgubiłeś, mam rację?
Otwarłem szeroko usta, a gałki oczne zdawało się, że zaraz wyskoczą z orbit, pomyślałem -„Skąd on to wszystko do cholery wie?” – jednak po chwili milczenia odparłem:
- A więc ma Pan te eliksiry?
- Tak chłopcze, mam. Odzyskasz je, ale pod jednym warunkiem. Musisz pokonać mnie w pojedynku alkoholowym! Wiem, że w Twojej krwi płynie czysta krew po dziadku, który niestety mi nie podołał i umarł. – chwila konsternacji – Tak więc pomścił swego dziadka i stań do pojedynku! – zachęcająco, a zarazem wyzywająco powiedział staruszek, którego imienia jeszcze nie znałem.
- Dobrze, ale wyjaw mi najpierw swoje imię, moje zapewne znasz, ale jestem Matthew. – przedstawiłem się z grzeczności.
- Jestem Romuald! Syn Leonidasa, największego alkoholika na świecie.
Obaj siedzieliśmy już przy stole. Czekałem tylko na chwilę, aż zobaczę co przyjdzie nam dzisiaj pić, z czym walczyć! Romuald podszedł do swojego ogromnego barku i wyciągnął 3 duże, dwulitrowe flaszki najczystszej, osiem razy destylowanej, wódki „Bakłażan”. Nie powiem, troszeczkę się przestraszyłem, ale nie chciałem tego okazywać przed moim rywalem, także szybko podwinąłem rękawy w koszuli i podstawiłem swoją, podaną chwilę wcześniej szklankę.
- Przecież nie będziemy pić z kieliszków! – powiedział stanowczo Romuald.
Spieszyło mi się, staruszek na pewno to wiedział. Szybko przeszliśmy do picia zawartego w tych obszernych dość butelkach napoju. Wódka lała się gęstym strumieniem! Widziałem na twarzy Romualda mały strach, przed tempem jakie narzuciłem. To było zaplanowane, jestem raczej krótkodystansowcem, lubię dużo i szybko! Po dwóch flaszkach byliśmy już nieźle zmasakrowani, ręce niepewnie trzymały puste w tej chwili szklanki, a w głowie czułem nieustanną walkę z alkoholem docierającym do mojego mózgu wraz z krwią. W uszach szumiało. Czułem, że już wiele nie wytrzymam. Jednak nagle Romuald, upadł na wznak, rozbijając szklankę o posadzkę i rzekł:
- Wygrałeś Matthew! Twoojeeee, eliksiry są w-w-w półce pod barkiiieeemm- powiedział niepewnym głosem Romuald poczym zamknął oczy i zasnął.
Na szczęście usłyszałem, co powiedział Romuald, jednak nie miałem sił by otworzyć usta i mu odpowiedzieć. Przypomniałem sobie, że jak najszybciej muszę udać się do rodziny do Torunia, więc znalazłem w sobie resztki sił i polazłem na czworaka do półki, o której mówił Romuald. Otworzyłem ją szeroko. Nie za dobrze widziałem, ale pamiętałem dobrze jak wyglądała moja buteleczka i po chwili miałem już ją w dłoni. Teraz musiałem, jakoś wydostać się z tej magicznej piwnicy. Zauważyłem, jakieś drzwi. Nie widząc innej możliwości, ruszyłem chwiejnym krokiem w ich stronę. Jakież było moje zaskoczenie gdy przez nie przechodząc znalazłem się w oberży. Oczywiście kogóż mógł dziwić widok, kogoś w moim stanie, w takim miejscu. Położyłem się gdzieś pod ścianą i zasnąłem… Nazajutrz strasznie chciało mi się pić. Kupiłem na drogę butelkę doskonałego koniaku i ruszyłem w stronę Torunia! Dźwięk, który słyszałem zza tych drzwi był tylko wabikiem !
…wchodze do srodka a tam zadbana “ryczaca” 30-stka z winem w reku mowi: “wypijmy tego wina ile sie da a pozniej przerznij mnie cala”. No wiec wypilismy po 3 butelki a potem wzialem miecz i porznalem ja na kawalki.
Wchodzę. Na podłodze znajduje się wyrysowany kredą pentagram. W każdym jego ramieniu pali się czarna świeca. W centrum pentagramu stoi nadgryziona zębem czasu puszka. Trzeszczy, podskakuje, wije się złowrogo. Słyszę szepty. Tysiące szeptów. Czyżby to była słynna puszka Pandory? Nie dotykać. Nie dotykać!!! NIE DOTYKAĆ!!! Zakazany owoc smakuje najlepiej… TRZASK
Wojna. Pada deszcz strzał. Krew, pot, łzy. Krzyk. Ktoś upadł? Kto? Nie wiem… Ktoś umiera. Kto? Próżno w swej pamięci grzebię… TRZASK
Izba. Kobieta miesza coś w czarnym kotle. Spokój? Tylko czemu starucha łypie na mnie spod kaptura samymi białkami? Czemu jej dłonie tak podobne są szponom? Czemu uśmiecha się, obnażając kły? Czemu zbliża się do mnie z talerzem czegoś cichutko bulgoczącego?
-Może zjesz trochę zupki? Zjedz, bo nie urośniesz. Posolić, popiep…TRZASK
Biel. Sterylna biel. Nie żyję? Ktoś pochyla się nade mną. Ile palców widzę? Jak się nazywam? Tyle bezsensownych pytań… Czuję tylko ból. Okropny ból rozsadzający mi głowę… Słyszę szepty. Głosy białych aniołów prorokują zły koniec mej przygody z Diabelskim Zielem. TRZASK
Z wielkim przerażeniem schodzę po schodach. Przed oczami mrugają mi czarne plamy ze strachu. Nad głową widzę wielką pajęczynę i pająka który opuszcza się wprost na mnie. Pająk wielkości 1/2 dłoni. Machnąłem ręką raz, drugi ii… Udało się. Spadł na schody po czym go zdeptałem. Idąc dalej czuję, że moje serca zaczyna bić co raz szybciej bić. Dochodzę do drzwi. Klamka wygląda ohydnie. Ale to nic. Muszę zdobyć mikstury. Łapię za klamkę, naciskam. Drzwi się otwierają. W pomieszczeniu jest ciemno. Jest dużo regałów i skrzyń. Podchodzę do pierwszej skrzyni. Mój strach sięga zenitu. Otwieram powoli skrzypiącą klapę. Zaglądam do środka. W skrzyni widzę 2 mikstury. Biorę jedną po czym czuje szmer za mną i Bach…
Budzę się w dziwnym pomieszczeniu, na krześle i ze skrępowanymi rękoma. Czuję ból w tylnej części głowy. Patrzę przed siebie, ale widzę jak przez mgłę. Dostrzegłem cień postaci. Była ona średniego wzrostu. Pomyślałem: Muszę rozwiązać sobie ręce! W pasie miałem schowany nóż. Po dłuższej chwili próby jego wyciągnięcia udało mi się. Powoli ciąłem gruby sznur. Cały czas obserwowałem postać, która byłą ukryta za rogiem ściany. Po kilku minutach sznury puściły. Powoli zacząłem wstawać ze starego krzesła. Schowałem się za stół, który stał kilka kroków ode mnie. Widzę ruch postaci. Udawała się w moim kierunku. Wyłoniła się za rogu ściany. Szybkim ruchem ręki złapałem postać za nogę
i pociągnąłem. Postać się przewróciła. Spojrzałem jej prosto w oczy. Był to obrzydliwy stwór. W oczach przenikliwy żar. Szybko zacząłem uciekać. Po drodze złapałem wielki klucz. Po wybiegnięciu za pierwsze z wielkich drzwi, zamknąłem je z wielkim hukiem. Zamknąłem je na klucz i zabarykadowałem. Po udaniu się do drugich drzwi spostrzegłem kij. To właśnie tam zostałem uderzony. W skrzyni nadal znajdowały się mikstury. Wyciągnąłem je i pobiegłem ku wyjściu. Szybko biegłem po schodach. Kiedy już znalazłem się przy głównym wyjściu, obejrzałem się za siebie sprawdzić, czy tajemniczy stwór mnie nie goni. Droga była wolna. Wybiegłem z oberży i spostrzegłem rzekę. Wrzuciłem do niej klucz i powiedziałem: Obyś się z tamtąd szybko nie wydostał i udałem się
w daleką podróż ze zdobytymi miksturami.
Hmm, troche nie rozumiem. Trzeba brać udział w każdym zadaniu, czy starczy w jednym a dobrze? Czy może wyniki z wszystkich trzech będą liczone?
http://img188.images...
Przełknąłem głośno ślinę, w żadnym stopniu nie chciałem wchodzić do tej piwnicy, ale wiedziałem że jeśli nie wejde nie zdobęde eliksiru, którego tak potrzebuje . Przełknąłem ślinę po raz kolejny, wydobyłem wielki lsniący miecz i już ciągnąłem za klamkę , kiedy potwór krzyknął w agonii, a drzwi otworzyły się z hukiem przewrócając mnie na podłogę . Wyszedła przez nie osoba, którą najmniej w całym zamieszaniu się spodziewałem, Jack dawny wróg z gildii . Spojrzał na mnie z pogardą
i powiedział z sarkazmem
- Jak zwykle … idealne wyczucie czasu – i zniknął za rogiem
- Jak zwykle … idealne wyczucie czasu – powtórzyłem i pobiegłem jego śladami z pulsującym bólem w lewej ręce . Dogoniłem go przy wyjściu .Wiedziałem że jest on jednym z najlepszych wojowników, a ja mam unieruchomioną rękę, ale musiałem spróować eliksir był mi potrzebny od zaraz .
- Oddaj eliksir, Jack – krzyknałąłem i rzuciłem w niego sztyletem. On błyskawicznie obrócił się w miejscu i uniknął sztyletu . Jego oczy błysnęły wsciekłością . Kolejny raz wyciągnąłem miecz, a potem natychmiast sparowałem jego atak, żeby zostać przewróconym na ziemię . Ból przeszył mi ciało, ale nie poddawałem się . Odepchnąłem go nogą, i stanąłem na równe nogi. Walka rozpoczęła się na dobre iskry pocieranych o siebie dwóch metali leciały w każdą stronę, a chłopi w popłochu przewracali kolejne stoły . Przwróciłem go na ziemię, i przyłożyłem mu miecz do gardła .
- Życie czy eliksir – spytałem z satysfakcją
- Splunął mi w twarz – Eliksir
- Jak sobie chcesz – popchnąłem trochę miecz, a klinga przebiła mu gardło . Ciepła krew lała się na mnie strumieniami . Jednak ja nie zwracając na to uwagi szukałem eliksiru . Wreszcie znalazłem
- Eureka
…
Hmm fajne opowiadanka :) . Jest jakiś regulamin tego konkursu ? .
Np :. Min 18 lat bla bla bla ??
Musisz być jak najbardziej kreatywny. Polecam próbować w innych formach niż tylko lity tekst. Czekamy na rysunki i filmy. Jedyna zasada – musisz być ich autorem i mieć do nich pełne prawa.
mam pytanie, jesli chciałabym wziąć udział z pracą graficzna to jak mam ja przedstawic jury i jakie są wymagania?
Wrzuć na jakiś serwis hostujący zdjęcia i podeślij link. Wymagania są takie by praca była związana z tematem konkursu i była jak najlepsza! Jury ma proste kryterium – wybierze to co będzie się mu podobało najbardziej :)
Dzięki^_^ więc wrzucę na własną galerię internetową i wtedy wyśle linka:)
“W komentarzach, na You Tube, Facebooku, Flickr, gdzie Wam wygodnie i gdzie możecie popisać się kreatywnością.” – Chyba o to chodzi z pytaniem “mam pytanie, jesli chciałabym wziąć udział z pracą graficzna to jak mam ja przedstawic jury”
Oto moja króciutka animacja:)
http://www.youtube.c...
To może wyślij na Blipa albo coś… Ja wyślę swoje arcydzieło jutro jak czas będę miał :P
W dole, za schodami były drzwi… Za nimi słychać było dzikie, mrożące krew w żyłach ryki.
Zaciskając swoje dłonie na rękojeści miecza, powoli schodziłem w dół. Ważyłem swoje kroki pomny wszelkich potworów, które dane było mi zobaczyć przez te kilkanaście lat tułaczki. Ze schodka na schodek krzyki stawały się głośniejsze i wyraźniejsze.
‘Raz w karczmie śmierć’ wycedziłem przez zęby i kopnąłem moim ćwiekowanym butem drewniane drzwi, które o dziwo od razu ustąpiły.
Widok, który zobaczyłem przestraszyłby niejednego, nawet doświadczonego woja…
Na stole leżał półnagi mężczyzna, w dłoniach zaciskał dębowy (na pierwszy rzut oka) kij. To on darł się tak niemiłosiernie, a powodem jego wrzasków był nie kto inny, jak postać stojąca przy nim i grzebiąca mu w ustach wielkimi obcęgami. ‘Kowal… Pieprzony konował-dentysta’ przemknęło mi przez myśl, którą zagłuszył wyraźny już, pełen bólu wrzask.
‘Hans do kulwy nędzy! To znowu nie ten ząb! Daj mi do cholely eliksil! Nech juz nie boly!’
Mężczyzna zwany Hansem próbował oponować – ‘Dietrich, to już ostatni, może wytrzymasz,nie szamotaj się….’ – to było jedyne co usłyszałem, zanim usłyszałem kolejny ryk bólu zobaczyłem jak Dietrich wychylił do dna jakąś małą fiolkę, po czym na jego twarzy rozlał się błogi spokój.
Minęła dobra chwila, zanim zrozumiałem, że właśnie tego eliksiru szukałem, a zawartość jego ostatniej buteleczki spływa właśnie przełykiem niefortunnego pacjenta. Na domiar złego wparowałem do piwniczki w karczmie, w stolicy cywilizowanego państwa; jak jakiś cham i prostak spodziewając się Bóg wie czego.
‘A Ty tu po co?’ – Z rozmyślań wyrwał mnie zgrzytliwy głos Hansa. ‘Następny w kolejce do wyrywania zęba?’
‘Nnniie’ ledwo zdołałem wybełkotać jakże inteligentną odpowiedź, po czym wycofałem się; jak najszybciej chcąc łyknąć czegoś mocniejszego na poprawę nastroju.
I nawet dzisiaj, kiedy boli mnie ząb – zamykam oczy. Widzę wtedy przerażoną, wykrzywioną bólem twarz Dietricha i pokrwawione obcęgi samozwańczego pseudo-doktora. Ból mija jak obcęg… tfu! ręką odjął.
Tak tylko od siebie dodam (myślałem, że będzie funkcja edytuj – zapomniałem o Post Scriptum), że błędy w dialogach są zamierzone (tak, wiem, że ’szamotać się’ odmienia się ’szamocz’ a nie ’szamotaj’ :) ).
Umknęło mi też jakoś powtórzenie :
[...] to było jedyne co usłyszałem, zanim usłyszałem kolejny ryk bólu [...]
Za co przepraszam, bo wyedytowałbym ;)
Pozdrawiam Wszystkich i życzę powodzenia.
Magoryan
Zaginione eliksiry… też coś. Gdyby nie to cholerne wino i ten cholerny kac pewnie nigdy nie zgodziłabym się na te cholerne poszukiwania cholernych eliksirów w tej cholernej oberży! „Skoro nie masz z czego zapłacić, to odpłacisz mi przysługą…” Cholerny mag! Gdyby już nie był impotentem, szybko mógłby się nim stać. W tamtej chwili. Albo w tej. Dobrze, że przynajmniej głowa mnie już tak nie boli. A eliksiry muszą być oczywiście w tej cholernej piwnicy, bo przecież nie mogły stać na cholernym stoliku naprzeciw cholernego wejścia! I oczywiście, cholera, nie mogłabym spokojnie tam zejść, wziąć to, po co przyszłam i kulturalnie wyjść. Oczywiście. Więc co teraz? Mam zapukać i zapytać: „Przepraszam, czy można?” albo: „To ja tylko wezmę te pieprzone eliksiry i już mnie nie ma”? A może po prostu zaczekam aż to coś przestanie tak potwornie ryczeć? Czasem „cholera” to za mało.
Dobra. Czas podjąć męską decyzję, ale nie tą o odwrocie. „Poddajemy się!” też niczego nie rozwiąże. „Wszystko ci wyjaśnię, kotku” mogłoby tylko skomplikować sytuację, chociaż z drugiej strony… Nie, to głupi pomysł. Ryk, może potworny, brzmi raczej jak oznaka strachu, nie groźby. To raczej nie człowiek tak wrzeszczy, ale w dzisiejszym świecie jakby łatwiej ufać nie-ludziom. Pora na kobiecą decyzję.
Trochę ciemno. Mag wspominał, że eliksiry mogą świecić. A więc – w stronę światła. Jak jakaś cholerna ćma… Na moje nieszczęście wszystko wskazuje na to, że cholerny ryk dobiega właśnie stamtąd, a więc spotkanie z tajemniczym stworzeniem nieuniknione. Cóż. Oby to nie był wampir na głodzie przerażony pyłkiem na swojej pelerynie… Chyba, że byłby młodym i przystojnym wampirem, ale sądząc po marnym cieniu na podłodze porfiria mi raczej nie grozi. A już miałam nadzieję…
Stoi tam i potwornie ryczy. Wrzask nie do wytrzymania. Mała postać, tylko jedna nóżka jak u grzyba zakończona licznymi stópkami, dwa długie łapska z dwoma tylko ohydnymi paluchami, korpus jak u zdeformowanego ziemniaka i głowa. Najpaskudniejsza ze wszystkich możliwych. Matka Natura chyba miała akurat PMS. Uszy jak talerze, różnej wielkości w dodatku, poszarpane na końcach, praktycznie brak szyi i nieregularna szczecina na czubku tej kreatury. Nie chciałabym żyć, wyglądając w ten sposób. Pewnie dlatego stworzenie to większość życia przesypia w ciemnościach, żyjąc samotnie, by nie patrzeć na swoich współbratymców. Ich okres godowy przypada raz na cztery lata, a matki podobno wychowują młode z zamkniętym okiem. Drugiego nie mają. Jedno wielkie oczysko na środku gęby. Za to w ładnych kolorach – od czarni przez czerwień aż do jaskrawej żółci lub fioletu. Ugler. Przestraszył się światła? Czy może raczej swojego odbicia w tamtym starym lustrze, idiotko?
Schowałam cholerne świecące eliksiry do torby, ugler przestał ryczeć i gdzieś się schował. I bardzo dobrze, bo głowa znowu zaczynała mnie boleć, a kolejnego cholernego zlecenia od cholernego maga za wyleczenie cholernego bólu głowy bym po prostu nie zniosła. Morał: dzieci, upijając się sprawdźcie, czy macie czym zapłacić za leczenie kaca. Nawet kefir kosztuje.
Na dole zapewne jest Rykuś – maskotka miasta Ryki, z którym miałem już przyjemność spotkać się podczas Dni Ryk!
http://www.garnek.pl...
http://img30.imagesh...
Prześmiewczy komiks mojego autorstwa.
A może brać udział w konkursie kilka projektów od jednego użytkownika? Bo wpadłem na lepszy pomysł, który zrealizuje jutro. Proszę o odpowiedź. Jak nie można, to najwyżej proszę o anulowanie poprzedniego pomysłu a wzięcie pod uwagę tego drugiego, którego wrzucę jutro.
- Hej panokciu, zawrzyj swej potrzeby i co rychło od drzwi tych się odsuń bom ja, Arcitulus Finglus, zwany chamem i pijakiem, chodzącą obrazą ludzkiego majestatu, rzekłem Ci w dobroci serca, że jeszcze nikt kto przez te drzwi przekroczył toć do dziś nie powrócił.
Takowe słowa ostatnimi były wyrzeczonymi z ust tego wieprza dzisiejszej nocy.- Tak żem pomyślał widząc go osuwającego się na ziemię pod wpływem alkoholu krążącego w jego żyłach.
Nie wiedziałem jak bardzo się myliłem
- Zawrzyj gęby orczy synu! Nie byłbyś tak wygadany gdyby Twoja matka po nocach, zaplutym gnomo się nie oddawała, bezczeszcząc swe ciało, w bezbożnych jękach potępieńczych swą uciechę wyrażając.
Ryknął karczmarz widząc osuwającego się na podłogę Finglusa, a tłum zawtórował jego wypowiedzi.
- Gadają, że w pobliskiej wiosce, tej co to ten niedołęga ludzki rodzinę swą ma, tam baby po nocach zamykane są w izdebkach bo chłopi przyjemności u innych świniopasów szukają. Toż to i nie dziwota, że baby ukojenia po co miesięcznych znojach i katuszach u innych szukają. Nawet do plugawców się zwracając by muc dzięcioła w swej dziupli powitać.
Ludzie ryknęli gromkim śmiechem, klepiąc mówcę po ramieniu i zalewając swe brudne czerepy coraz to większa ilością płynnego złota, zwanego powszechnie piwem.
Nie było sensu dłużej przysłuchiwać się tym czczym gadką, niepojętnej tłuszczy. Zbliżyłem się do ów drzwi z których bez przerwy nijakiej, ryk jakowy dobiegał. Na myśl o trudach i przyszłej walce, podciągnąłem swój pas do którego mój niezawodny, niewielki choć śmiertelny miecz o nazwie dźwięcznej dla ucha Andrulil, przypasany był. Ucałował żem jeszcze naszyjnik co na mej szyi spoczywał, a przedstawiał symbol ducha ognia, Agruna któremu cześć oddawał. Jeszcze raz za rzecz najświętszą zdobycie eliksirów sobie biorąc, sprawdziłem pochwę z mym mieczem i pchnąłem w przód drewniane drzwi, które to pod mym naporem otwarły się, ukazując mi schody w ciemnościach spowite. Odór okropny od dołu bił, a schody prosto, niczym szczała puszczona, opadająca w ziemię, tak i one szły. Zawahałem się nieco przez nowe odkrycie, które to wspomagane było tym okropnym rykiem. Po chwili krótkiej opamiętać się zdołałem i cel mój najświętszy co blaskiem niczym ta pochodnia się mienił. I nagle z głupoty własnej, pochodni nie ujrzawszy, stuknąłem się w łeb i rychło strumień światła w dłoń pochwyciłem. Do drugiej zaś ręki mój miecz osławiony, sam niczym piórko wleciał. Tak otóż gotów byłem na spotkanie z ciemnościom na dole i złem tamtejszym się czającym. Schody były strome, lecz nie skręcały w żadna stronę. Pomimo blasku pochodni, ledwo swe nogi na stopniach odnajdywałem. Gdyż mrok ten był dziwny, mroczniejszy i jakby magiczny, a i powietrze zarazem cięższe i dławiące. Nie przestraszyłem się jednak i piąłem do swego. Nagle, schody zniknęły i kamienna posadzka pod mymi nogami się znalazła. Spojrzałem przed siebie. W korytarzu się znalazłem, długim i prostym, a na samym końcu, drzwi rozwarte, ognistym blaskiem bijące. Błysk, żar i z przerażenia, może z ostrożności skuliłem się, gdy pochodnie na ścianach rozbłysły, osłaniając drogę do tamtejszych drzwi. –Bóg mój mi sprzyja.- Pomyślałem i czym prędzej ruszyłem naprzód. Odór nie ustępował, czuć było ogniskiem i czymś spalonym. Powietrze coraz to cięższe niczym w łaźni miejskiej. A ryki nagle zdawać się wrzaskami i jękami były. Niepewnym krokiem dotarłem do drzwi, lecz długo się wahałem, by przekroczyć ów próg. Pochodnie odrzuciłem gdyż mroku nie było. Ostatnią zebrawszy w sobie odwagę, oburącz brzytwę swoja trzymając wskoczyłem za drzwi otwarte. To co, żem ujrzał wprawiło me ciało w bezwładzę. Miecz opuściłem z brzdękiem na ziemię. Na ścianach ludzie do haków przybici, niektórym brak odnóży. Niektórzy już martwi inni jeszcze cierpią katusze. Wokoło nich, nie chybi to dzieci biegają i batami, co metalowe kolce mają, tłuka i walą, nie patrząc na ból, na błagania, na skowyt przed wyzionięciem ducha. Pośrodku tej sali, tortur i cierpienia stała przyczyna smrodów i ciężkiego powietrza. Kocioł żeliwny, ogromy i czarny jak smoła nad paleniskiem gorejącym, wewnątrz którego gotowała się woda. A w wodzie cóż ja ujrzałem. Ciało karczmarza, tłuszczy i wszystkich prześmiewców ów brudnego pijaka. Stałem tak nie wiedząc co robić, aż nagle za kotła wyskoczył on, Arcitulus Finglus. Ten sam człowiek, lecz to nie człowiek. Gdyż w miejscu gdzie ludzkie nogi być powinny, od pasa w dół kozła kopyta.
- Czyżby dziwił cię mój widok wędrowcze. Wszakże to ja pamiętasz, ostrzegałem Cię byś tu nie wchodził, a jednak nie posłuchałeś. Wolałeś posłuchać bajeczek tych wieprzy którzy to teraz w mym kotle się gotują. Mieli poniekąd rację, lecz moja matka nie oddała się gnomowi tylko faunowi, czego dowodem ja jestem. Znienawidziłem ją, znienawidziłem wszystkich ludzi. Dlatego też założyłem własną rodzinę i karmię ja tymi którzy drwią sobie z mego nazwiska.
W tym momencie do Finglusa podbiegły ów dzieci które tak samo jak on miały kopyta. Lecz, matki nijak nigdzie nie było.
- Trapi Cie pewnie, gdzie matka tych koźląt. Otóż była człowiekiem, która widząc co urodziła wyrzekła się mnie i mych dzieci. Spójrz o tam w prawo, tam sobie teraz wisi.
Spojrzałem we wskazane miejsce i ujrzałem zmasakrowane ciało kobiety, przybite gwoździami do ściany.
- Wiem po co przybyłeś, od dawna to skrywam. Jednak nie oddam Ci tego bez żadnego wyzwania. Jeżeli przegrasz dołączysz do ludzi w tym kotle, zaś jeżeli wygrasz, bezpiecznie opuścisz moje podziemie z pożądanymi eliksirami. Jaka jest Twa decyzja?
- Jesteś potworem, diabłem wcielonym – wykrzyczałem mu prosto w twarz. On jednak zaśmiał się i przytaknął głową.
- Może i jestem, może i nie. Jaka jest Twoja decyzja.
- Powinienem Cię zabić!
- Nawet nie próbuj. Jeżeli tylko sięgniesz po miecz, me dzieci użyją swych batów. Jaka jest Twoja decyzja. – Patrzył się prosto na mnie swymi czarnymi jak węgiel oczyma, bez białek. Spojrzałem się na dzieci które były identyczne, a ich twarze wyrażające szatański uśmiech skrywały ogromną złość i potępienie.
- Zgadzam się – Wydukałem przez zęby. – Co mam zrobić?
Faun uśmiechnął się szalenie i przeskoczył kopytami. – Zadam Ci zagadkę, jeżeli odgadniesz odpowiedź nagroda jest Twoja, jeżeli nie, no cóż ty jesteś mój.
Małe fauny poczęły skakać i uderzać batami wiszących na ścianie, śmiejąc się przy tym głosami niemowląt. Zaś duży faun zbliżył się i począł skakać wokoło mnie wymawiając słowa zagadki.
- Przez bystrą i głęboką rzekę chce się przeprawić dwóch wojowników. Mają oni tylko jedną łódkę, którą może udźwignąć tylko jedną osobę. Obojgu jednak udało się przeprawić. Jak to się stało? Zgaduj, zgaduj, lub przepadnij w mym kotle.
Pomyślałem, że życie me już się kończy, że zakończę je w kotle przeklętego fauna. Począłem myśleć nad zagadką okrutnego potwora. Każde słowo przebrałem jeszcze raz w swej głowie lecz odpowiedz znaleźć nie mogłem. Spojrzałem się na fauna. Spoglądał się na mnie z szalonym uśmiechem na twarzy. Spojrzałem się na jego bękarty, które pomału zbliżały się do mnie ze swymi batami. Czując bliską śmierć, a w głowie wszak tylko jeden pomysł miałem. To moja jedyna nadzieja i rzekłem faunowi prosto w te czarne ślepia.
- Pierwsza wojownik przepływa łódką na drugą stronę, po czym wsiada do niej drugi wojownik i też przepływa na drugą stronę. Nic nie mówiłeś o tym, że obaj wojownicy przybyli razem, i muszą przepłynąć na tą samą stronę rzeki.
Uśmiech fauna znikł z jego twarzy. Pomyślałem, że nie może być, czyżbym rzeczywiście odgadł zagadkę. Małe fauny wyły potępieńczo, a Arcitulus Finglus ze wściekła miną podszedł do mnie i wyciągnął ze swej sakwy, złota fiolkę wręczając ją w me dłonie.
- Odejdź z tond i nigdy nie wracaj!
I zniknął za swym kotłem. Ja pełen radości, z odniesionego zwycięstwa, pochwyciłem swój miecz w biegu i co sił w nogach opuściłem to piekło. Dziękując bogu wsiadłem na koń i odjechałem jak najdalej.
…
A to moja propozycja. Pozdrawiam :)
krótki komiks wykonany za pomocą tabletu intuos
http://fc02.devianta...
http://img30.imagesh...
Oto kto/co stoi za potwornym rykiem:)
No to jeszcze ja ze swoją propozycją…
http://img32.imagesh...
Kurcze przez nockę zerwało mi połączenie z yt ;(
Spróbuje jeszcze dzisiaj wysłać :P
…a na dole siedział karczmarz z żoną, która wyrywała mu ząb :)
Chwytasz klamkę i cały świat wiruje. Czujesz się dziwnie, jakbyś opuścił swoje ciało, jakbyś nie był już człowiekiem. Wiesz, że istniejesz, że myślisz i odczuwasz bodźce z zewnątrz, ale nie posiadasz już swego odzianego w zbroje ciała. Dusza wyleciała z cielesnej powłoki, błąka się po deskach i balach, z których zbudowana jest całą chałupa. Słyszałeś ostrzegające cię przed zrodzonym tu złem jęki zbłąkanych niematerialnych postaci, ofiar przeklętej oberży, których zawodzenia mające być przestrogą, zwiodły cię w to samo miejsce, które je przed laty. Stałeś się więźniem pomieszczenia, podróżujesz tylko w trzewiach drewna, ściany – dach – podłoga stały się twoim nowym światem. Najgorsza jest ta pustka, odczuwasz, że jesteś tu obcy, że to nie twój świat, a jednak jesteś skazany na tułaczkę w mroku. Stałeś się częścią tej upiornej rzeczywistości, teraz sam wołasz o pomoc i ubolewasz nad swoim smutnym losem. Słyszysz kroki kolejnego śmiałka, następna ciekawska osoba… Krzyczysz przez drzwi… Wyciągnij siekierę! Wyciągnij topór! Zapal pochodnię i spal to wszystko! Wiesz, że będziesz cierpiał, gdy twoja nowa postać rozpadnie się pod naporem ostrza, porąbana na kawałki. Przeczuwasz, że zbliżające się ciepło płomienia spopieli twoją duszę, staniesz się marnym prochem – nie nikim a niczym, ponieważ nie jesteś już osobą. Pragniesz jednak własnego zniszczenia… marzysz, żeby to piekło skończyło się raz na zawsze. Twoje jęki słychać poza czeluścią piwnicy, wzywasz nowego bohatera… Stało się… Znowu stracona szansa, kolejny głos kuszący następną ofiarę dołączył do diabelskiej symfonii grozy…
Czy do piątku włącznie mozna zglaszac prace ;)?
@RiBEL
“Zostało tylko wiśniowe” – padłam ^^ I jeszcze ten rysunek…
Nie jestem ani rysownikiem, ani grafikiem, nie chciałem z kolei pisać kolejnego tekstu więc… podjąłem ryzyko:
http://img132.images...
Poniżej link do naszej pracy konkursowej:
http://www.youtube.c...
Sprawdzenie czy działają komentarze.
Na dole czekalo na mnie najgorsze – http://img97.imagesh... – walka policji z kupcami KDT :<.
Krótki komiks z gościnnym udziałem mojego ulubionego kota i jego rodzinki^^
http://odsiebie.com/...
Niestety pojawił się kłopot z przesyłem komiksu, więc wrzucam jeszcze raz :)
http://img62.imagesh... -> pełna rozdzielczość
http://img40.imagesh... -> przystosowany do przeglądarki
Przesyłamy linka jeszcze raz bo coś nie chce się pojawić:
http://www.youtube.c...
Test komentarza.
http://www.youtube.c...
Moje “dzieło” http://img269.images...
Krasnolud Khalder był sam … jeszcze raz rozejrzał się dookoła w poszukiwaniu jego drogocennych “eliksirów” po czym z kopniaka wyważył drzwi. Swymi wielgachnymi i owłosionymi rękami mocniej chwycił miecz po czym powoli zaczął schodzić po schodach. Niestety przewrócił się gdyż jego długa i bujna broda przysłaniała mu widok więc spadł z łoskotem na dół.
- Orzesz ty niech cie jasny piorun – burknął pod nosem Khalder po czym zapalił pochodnie oświetlając sobie drogę. Przeszedł parę kroków rozglądając się w około szukając swoich upragnionych “eliksirów” Otworzył kolejne drzwi prowadzące w głąb piwnicy. Przeszedł parę kroków ,a pośrodku komnaty ujrzał stół z leżącym na nim innym krasnoludem. To pewnie on ryczał pomyślał Khalder, po czym szybko podbiegł do pobratymca i zobaczył coś potwornego… pustą butelkę po jego rodzinnym brandy… Co gorsza to nie on je wypił…
- Niech to jasny piorun , gdzie ja znajdę inny taki eliksir? Następna karczma dopiero 10 mil dalej – wrzasnął , budząc przy tym leżącego na stole pobratymca. Pijany krasnal powoli podniósł się po czym zaczął mówić sam do siebie
- Jakie wspaniałe Hik, przyjęcie Hik…- W tym momencie podłoga zaczęła drżeć i rozpadać się. W końcu pojawiła się tam średniej wielkości szczelina z której zaczęły wychodzić koboldy…
Rozwścieczony Khalder podszedł do nich jednocześnie pytając
- Czy to wy małe diabelstwa wypiłyście Moje trunki??? – koboldy poparzyły na siebie po czym jednocześnie wskazały palcami słaniającego się pijanego krasnoluda. Khalder podszedł do pobratymca i przyciągając go do szczeliny w której ciągle siedziały zdziwione koboldy ostrzegł go aby nigdy więcej nie pił jego piwa. Po tym ostrzeżeniu Khalder wkopał krasnoluda do szczeliny razem z koboldami po czym westchnął i ruszył w kierunku wyjścia.
Gdy już prawi wyszedł zauważył mały kufer niestarannie przykryty futrami. Zaciekawiony podszedł do kufra po czym otworzył go ujawniając jego zawartość – krasnoludzką brandy rodu Kheldara.
- Ups…- powiedział krasnolud po czym szybko wyszedł z karczmy.
KONIEC
Potworny ryk!
Pewnego razu, rycerz już nie młody.
Do zapomnianej przez ludzi zawitał gospody.
Karczma ta pośród mroków lasu leżała.
Lęk budziła, strasznie wyglądała.
Lecz rycerz odważył się do niej zbliżyć.
Bo chciał jadłem i piciem wargi sobie zwilżyć.
Przestąpił próg i wdepnął w odchody.
-Cholera- zakrzyknął – wyczuwam kłopoty!
Nie człowiek za tym stoi, to czarta sprawka!
W tym łajnie diabelska znajduje się siarka.
I rycerz odważny wszedł do gospody.
Mimo, iż wyczuwał piekielne kłopoty.
Przeszukał skrzętnie wszytkie pomieszczenia.
Nie znalazł wody, eliksirów i jedzenia.
-Ten demon straszliwy musiał wszystko zjeść!
Znajdę potwora i powiem mu “cześć”!
Następnie ubiję skurczybyka mieczem!
I do następnej gospody polecę…
A demon musiał widocznie w piwnicy się schować.
Podszedł więc rycerz pod drzwi i zaczął go wołać.
-Twe dni dobiegły końca, pomiocie piekielny!
Lecz nagle ogarnął rycerza strach śmiertelny.
Coś w piwnicy się ruszyło, poczwara ryknęła.
Rycerz zdębiał, odwaga minęła.
Wziął nogi za pas i uciekł gdzie pieprz rośnie.
A demon w piwnicy zaśmiał się radośnie.
www youtube com/watch?v=oGR6U5U5H1k
Usunięte kropki z adresu bo wyskakiwał komunikat o spam filtrze.
Witam , zmęczony robotą ( pracą )i brakiem wógle czasu na dopieszczenie tego dzieła ( szkoda że tylko tydzień , w dwa robie cuda ) wysyłam coś prawie ukończonego – deadline.
http://www.anens.pl/... – wersja skompresowana ( 31mb ) Video :)
http://www.anens.pl/... – wersja bez kompresji 100mb
Nie było żadnych ograniczeń wielkości :)
Pozdrawiam i proszę o potwierdzenie czy wszystko jest działające.
Odpowiedzi możesz przysłać później. Ważne by pod koniec konkursu wziąć udział, we wszystkich trzech etapach.
Kiedy będzie kolejny etap..?
Szymonie! Takie rzeczy to się pisze na samym początku! Nie można organizować konkursu bez jasnych zasad…
Czekam przed drzwiami, zmagając się z bulem brzucha . Za chwilę miałem wejść by stanąć oko w oko z panem ” zaginionych eliksirów “, a potępiencze krzyki innych wcale nie dodawały mi otuchy . W końcu jakiś krasnolud, tubalnym głosem wyczytał mnie z listy :
- Gościrad
Wstałem i lekko chwiejnym ze strachu krokiem podeszłem do drzwi. Możesz się jeszcze wycofać – powiedział cieniutki głosik, w mojej głowie
- Idziesz czy nie – spytał krasnolud zagluszając moje myśli
- Idę … idę … – odpowiedziałem i wszedłem przez otwarte drzwi do pomieszczenia zwanego salą. W oczy od razu rzucił mi się bezzębny starzec, plujący przy każdym słowie. Podszedłem do niego .
- Prze…przepraszam j..ja w sprawie zaginionych eliksirów
Starzec błyskawicznie jak na swój wiek obrócił się i spojrzał na mnie przenikliwie
- Na konia – powiedział
Podszedłem do rumaka maści czarnej, i wdrapałem się na jego grzbiet
- Co dalej – spytałem
- Zrób ósemkę – powiedział
Uderzyłem butami konia, i ruszyłem
- Oblałeś – krzyknął starzec z triumfem na twarzy
- Co dlaczego ?
- Nie dyskutuj, oblałeś i już – opyrskał mnie sliną
Dobyłem miecza
- Naprawdę ? – spytałem zbliżając się do starca
- Aaani kro..ooku dallej – wyjąkał
- Naprawdę – powtórzyłem, dalej zbliżająć się do starca
- O.oochrona – krzyknął
Drzwi otworzyły się z hukiem, i wleciał przez nie krasnolud z tubalnym głosem .
- Rzuć miecz
- Hmm , Okey
Rzuciłem miecz w jego stronę, wbił mu się w serce.
- Narka
Znowu odwróciłem się w stronę starca, który zaczął już uciekać . Pobieglem za nim i powaliłem go na ziemię . Przyłożyłem mu sztylet do gardła :
- Dawaj – wyszeptałem
- Ochrona Ochrona – próbował jeszcze starzec, jednak nic mu to nie dawało .
- Nikogo nie ma – wszyscy scigają się zdalnie sterowanymi koniami – jak to w pracy …
- Masz – rzucił mi jakąś kopertą w twarz, i uciekł
Z wyrazem triumfu na twarzy, i z niepochamowaną radością otworzyłem kopertę . Na ziemie wyleciała kolejna koperta . Uśmiechnąłem się, i tą także otworzyłem . Moim oczom ukazała się najswpanialsza rzecz jaką można mieć, prawko na konia . Wyszedłem niezauważony, i jako jedyny na świecie z prawkiem .
——————————————————————–
Co mają zaginione eliksiry do prawka ? . Zastanawiałem się nad tym przez chwilę . Doszedłem do wniosku, że zaginione = bardzo długo nie widziane . Więc jakoś to połączyłem moją chorą wyobraźnią i wyszło to . Tutaj jeszcze wynik mojej pracy w Photoshopie :) … jeśli będzie błąd 503 kliknijcie reset strony . Ja tak mam przynajmniej .
Wysyłam 2 raz, nie widze tego 1, ale może tam być . Jeśłi jest , sorry .
Szymonie – tak dla jasnej sprawy :) Mały regulamin – dużo rzeczy wychodzi w trakcie – rozumiem że ocena juri będzie z przymrużeniem oka :D
Dołączam się do apelu o przedstawienie regulaminu konkursu.
I ja również :)
i ja
http://fallen0.cba.p... To moje krótkie opowiadanie, trochę za późno zacząłem pisać. Oceńcie sami :)
http://www youtube com/watch?v=njmx0K61oJc
Już działa… Nie działało przez Google Chrome…
http://www.anens.pl/... – nowsza wersja – teraz pytanie :) Kiedy będzie drugie polecenie.
Schodzę na dół a na fotelu siedzi moja babcia w wciąga kiełbasę jak spaghetti. Kiedy kiełbasa się skończyła spojrzała na mnie jak dzika Kuna, po chwili zaczęła wrzeszczeć z głodu, przestraszony nie wiedząc co robić zacząłem rzucam w nią czym mi popadnie aż w końcu natrafiłem na lodówkę. Zajrzałem do niej a w środku coś wspaniałego kupa mięcha i frytki do tego , moja babcia szybko wyczuła ten zapach ,,Ma węch jak pies lub inne zwierzęta tego typu podobne” dostawnym ruchem niczym tańcząc Poloneza ruszyłam w stronę lodówki, wiedziałem że nie mam dużo czasu na znalezienia eliksirów , a dokładnie cztery minuty i jedenaście sekund. Dopiero teraz mogłem się rozejrzeć po piwnicy, nie była ona tak duża posiadła telewizor około 25 cali, Xbox 360 z grą Dragon Age: Początek, drzwi do przerażającego mnie pokoju, gry Electronic Arts, łóżko wyglądające jak normalne łóżko, kasety z wszystkimi odcinkami ,,Mody na Sukces”, majtki firmy ,,Wypierdacze”,swój fotel, półki alkoholem no i oczywiście spiżarnie.
Najpierw zajrzałem do spiżarni, a tam cuda nie widy a dla ścisłości nic, tylko puste półki od jedzenia, nagle spojrzałem w głąb spiżarni ,a tam beczka z wodą . Pomyślałem sobie a może tam będzie eliksir, spojrzałem a tu nagle beczka wciągał mnie do krainy ,,Mario” zacząłem skakać i biegać i zabijać grzybki kiedy pokonałem ostatniego Bosa beczka wyrzuciła mnie. Trwało to około godzinę ale na szczęście czas w normalnym życiu się zatrzymał i nadal miałem tyle samo czasu . Zostawiłem w spokoju spiżarnie i pobiegłem zobaczyć pod łóżko. Znajdował się tam niepozornie wyglądający odkurzacz, zdziwiony co tam robi odkurzacz odruchowo zostawiłem łóżko w spokoju, a tu nagle jak grom z ciemnego nieba olśniło mnie , co by robił odkurzacz pod łóżkiem . Wróciłem do niego niczym tygrys i szybkim ruchem nadgarstka wyjąłem go z pod łózka. Zacząłem go rozbierać na czynniki pierwsze i badając wszystkie jego układy mechaniczne stwierdziłem co ja robię przecież szukam eliksiru rzuciłem go na bok i pobiegłem do kaset wideo przeszukując ją zauważyłem płyt z nagarniam bajki ,,Dragon Ball” pomyślałem sobie stare lata, Songo nie miał sobie równych i te wszystkie ekscytujące odcinki , przydała by się nowa cześć. Szybko odwróciła moją uwagę babcia która ryknęła co oznaczało że się kończy jedzenie więc w rytm Czaczy podbiegłem do półki z alkoholami i zacząłem ją przeszukiwać z roztargnienia wyrzuciłem kilka flaszek Sobieskiego ale nie tłumiło to mojego zapału do poszukiwania eliksiru , w głębi półki widziałem blask, ale w głębszych badaniach okazało się że to żarówka . Zawiedziony miałem opuszczać już piwnice ale jednak zauważyłem eliksir ,który znajdował się w lodówce miałem mało czasu ponieważ babcia miała zamiar go zjeść, więc krzyknąłem ,,Śmierdzisz”, spojrzała na nie niczym dzika Kuna i zaczęła biec w moją stronę. Rzuciłem w nie czymś co przypominało dysk Batmana. Oślepiając nią odskoczyłem w prawą stronę , ona uderzyła w ścianę i straciła przytomność, uradowany podszedłem do lodówki i sięgnąłem eliksir . Zadowolony wyszedłem z piwnicy a później z domu i więcej nie pokazywałem się w tej okolicy.
Otwierając drzwi pojawiają się schody o nieskończonej ilości i oznakowane w 4 kolorach: czerwony, niebieski, czarny, różowy, bez chwili zastanowienia wiedząc, że to pułapka wyciągnąłem zwój lewitacji i po 20 minutach wreszcie się udało! jestem w głębi piwnicy lecz zapomniałem o jednym, nie wziąłem pochodni! po chwili robi się bardzo jasno i moim oczom ukazuje się Chuck Norris i mówi -uważaj! on tam jest! on tam jest!
nie słuchając tego pajaca szedłem dalej, a nagle w wąskim korytarzu jedzie CJ z San Andreas na rowerze, nie zastanawiając się ani chwili podskoczyłem na wysokoć 5 metrów by mnie ten gość nie przejechał, idąc dalej widzę otwarte drzwi wchodząc do nich staranowało mnie stado wściekłego ludu goniąc Beny Hilla lecz nie poddając się w pokoju był! był kufer! wiedząc, że musi to być kufer z eliksirem otworzyłem go, niestety z kufra wydobył się śmiertelny pot SPOCONEGO CYKLOPA śmierdział niesamowicie i gwałtownie upadłem na ziemię umierając a teraz już kończę bo mam konferencję na skype nara!
zwielokrotniony Ryk nadal brzmiał w wąskim korytarzu.
Rediiriel stał nad schodami prowadzącym do odrzucających swym smrodem solidnych cedrowych drzwi z mosiężną Klamicą z żelaza i takiegoż zamka, gospodarz jak widać pilnie strzegł swych skarbów.
-Psia mać!- zaklął- dlaczego ja sie pytam? – żucił do stojącej obok postaci w czarnym kapturze. niewątpliwie mężczyzny sądząc z prostury.
-Jesteś mi winien przysługę elfie.- Powiedział grubym głosem
-mam tam wleźć po jakieś mikstury?- zapiszczał – do czego właściwie one są ci potrzebne?
-Mniej wiesz dłużej pożyjesz.- Poiwedział – A teraz złaź tam z łaski swojej!
Elf zszedł po stromych schodkach i powoli nacisnąłł klamkę jakby z nadzieją że sięnie otworzą pociągnął i krzyknął triumfalne kiedy poczuł opór.
Jakby w odpowiedźi na to postać w kapturze rzuciła mu dwa kawałki drutu. Rediiriel otworzył usta.
-Daruj sobie kłamstwa. Wiem równie dobrze jak ty że potrafisz się tym posługiwać.
-K****! jestem tylko elfem! niby z kąd mam wiedzieć jak otworzyć zamki wytrychem?!
Elf poczuł żelazo na swojej szyji szybciej nawet niż usłyszał chrzęst dobywanej klingi.
-Właśnie – żuciła postać -masz rację, jesteś tylko zasranym Elfem, a wy elfy jesteście niczym więcej jak zgrają zafajdanych, tchużliwych złodzieji. nie wmuwisz mi że osoba której chciało się zwędzić w czasie obiadu moją sakiewkę nie potrafi otworzyć zamka.
Elf zadrzał.
-Nie mogę tam wejść- wyjęczał.-ja…
-WEJDZIESZ TAM ALBO WYKRWAWIE CIĘ JAK WIEPRZA!-Ryknęła postać
-Ale…
-masz do wyboru dwie drogi: jedna wiedzie przez te drzwi a druga wprost w pustkę. co ty na to? – powiedział mężczyzna już spokojnym głosem.
-ja…
-Wchodzisz czy nie?- wychrypiał
-Dobrze. Ale musisz dać mi broń nie wejdę tam bez miecza.
Postać sięgnęła za pazuchę płaszcza i wyjęła dość długi sztylet
- Nic więcej nie dostaniesz. Poczekam na ciebie w tej twojej jamie w kanałach miasta. jestem pewien że twoja żona mnie ugości, a ja chyba znajdę tam jeszcze parę swoich rzeczy – Powiedział wyjmując niedużą sakiewkę z kieszeni elfa
Po chwili milczenia dodał jeszcze:
- Dla niej będzie lepiej jeśli przyjdziesz przed wschodem słońca.- i rozpłynął się.
Rediiriel zaczął gmerać w zamku. już po paru sekundach rozległ się szczęk mowiacy że dalsza droga jest wolna.
Elf podniósł wyżej sztylet i wyjął z uchwytu pochodnię.
-Pięknie K****, pięknie. – powiedział i nacisnął klamkę
“Nie dziwota że karczmarz sprawił sobie mocne drzwi” Pomyślał ściągając z półki flaszkę krasnoludzkiego miodu.
spojrzał na stół, na tależu leżał niedokończony posiłek karczmarza. bez namysłu zgarnął cały do sporej sakwy którą nosił na plecach.
rzucił okiem na kolejne drzwi, nie wyglądały zbyt solidnie, “świetnie – pomyślał – nie będzie trzeba używać wytrycha”.
Zza drzwi bił chłód. Elf rozbiegł się i z całych sił kopnął w miejsce gdzie powinna znajdować się klamka. drzwi wypadły z zawiasów i teraz leżały na ziemi.
Oczy elfa zastygły w niemym zachwycie. Mięso! Kilogramy mięsa, podczasz kiedy setki elfów i Krasnoludów przymierały głodem na ulicach miasta Karczmarz trzymał w tej jaskini tak wielkie ilości pożywienia.
-Ale zimno – szepnął elf poatrząc jak parujące powietrze uchodzi z jego ust.
“dlaczego jest tak zimnio” – myślał odsuwając kolejne sznury z mięsem i lustrując pomieszczenie uważnym elfim spojrzeniem.
Usłyszał pisk, odskoczył potykająć się upadł wprost na metalową klapę. spojrzał w miejsce skąd doszedł go dźwięk i zobaczył szczerzącego kły szczura który uciekł w mgnieniu oka do niewielkiej dziury.
spojrzał na klapę. i juz po chwili ciągnął za przymocowane o niej kółko.w śroku stała kadź z niebieskim parującym płynem. “to wyjaśnie chłód” – pomyślał.
wstał i ponownie zaczął oglądać pomieszczenie. nieduża dziura do któej wcześniej wbiegł szczur wyglądała jakby byłą częścią większej. zastanawiał się zaledwie sekundę w nestepnej chwili spora kula ognia mknęła w kierunku ceglanej ściany.
jakinia była niska acz szeroka. Rediiriel pochylił się i już po chwili bezszelestnym krokiem zmierzał w dalszą jej część po drodze mijał liczne rozgałęzienia, jaskinia poszerzyła się jeszcze bardziej, zrobiła się wyższa do takiego stopnia że dwóch elfów mogłoby spokoojnie stać tam jeden na drugim.
wokoło walały się truchła psów, kotów, wielkich jaszczórów i innych stworzeń. rediiriel poczuł dreszcze na plecach i odwrócił się i zdębiał. kilka metrów od niego szczerzyła kły istota która swe powstanie zawdzięczała niewątpliwie jakiemuś magowi. Porośnięta grubym futrem zapewne drwiła sobie z panującego w jaskini zimna.
Paszcza o wielkości widywanej czasami u dużych psów była szpiczaście zakończona, wybitnie kojarzyła się ze szczurzą. Łapy uzbrojone w długie na cal pazury były jednak znacznie dłuższe niż psie. Rediiriel w mgnieniu oka złożył palce w magiczny charakter. Istota wyszczerzyła kły. “cholera” – pomyślał elf- “właśnie dlatego nie zostałęm magiem”.
istota rzuciła się na niego całym swym ciężarem chcąc wbić zęby w szyję elfa. bez namysłu wbił sztylet w nogę zwierzęcia. Istota jęknęła. bardzo ludzko. i rzeczywiście zmieniła się w człowieka.
Kobieta. Trzymała się za lewą rękę. spod jej dłoni wypływała krew.
- Ostatnie życzenie? – zapytała
- spokojnie- powiedział Rediiriel- nie jestem tu z własnej woli, szukam tylko buteleczek z eliksirami.
-ah.- westchnęła białogłowa – więc to on Cię przysłał, Weź to. tylko powiedz mu żeby już dał mi spokój.
- Dobrze -zgodził się i podszedł do niej gdy wyciągnął rękę po pas po jej dłoni przebiegła błyskawica. Rediiriel wykonał szybki ja kwiatr piruet i wbił sztylet w jej potylicę.
- Stary numer.- Rzucił szeptem i Wyjął z jej martwej dłoni nieduży pasek.
***
Rediiriel odchylił skóry wchodząc do swojej jaskini.
-Masz? – usłyszał na wstępie.
-Mam. – rzucił w ciemność i wyciągnął przed siebie rękę z paskiem.
targnęło nim mocne udeżenie. rozległ się świst ale ciemność w jamie jakby zrzedła.
Spojrzał na krzesło na którym leżało martwe ciało jego żony.
-K**** – rzucił w przestrzeń martwym głosem i odszedł w mrok poszukując zemsty.
Przepraszam za bledy ortograficzne, składniowe itd. ale jestem dyslektykiem ;(
Mogę jeszcze dodać 2 projekt do I etapu? Nie wiem czy mogą brać udział 2 projekty od jednego użytkownika. Jeśli nie, to proszę wziąć pod uwagę tylko ten. Chyba, że mogą brać udział 2 projekty, to do konkursu proszę wziąć pod uwagę oba. Oto moja 2 propozycja, którą miałem dodać wczoraj, ale komentarze nie chciały się wyświetlać.: http://odsiebie.com/...
Komentarze coś nie działają. Próbuje dodać 2 pomysł. Teraz to piosenka. nie wiem czemu nie mogę dodać komentarza. Może się nie wyświetla u mnie. Najwyżej proszę o wzięcie pod uwagę 1 pomysłu, czyli opowiadania które napisałem.
Oto 2 pomysł (piosenka): http://odsiebie.com/...
Jeśli można, to też proszę pod konkurs, chyba że jest możliwość przedstawienia tylko 1 pomysłu od 1 użytkownika, to proszę wziąć opowiadanie pod uwagę. Chyba, że mogą wziąć udział 2 pomysły od 1 użytkownika, to proszę wziąć oba pod uwagę.
ANULUJE 2 POMYSŁ! LINK OD DRUGIEGO POMYSŁU NIE DZIAŁA. PROSZĘ WZIĄĆ POD UWAGĘ W KONKURSIE TYLKO OPOWIADANIE. PRZEPRASZAM ZA ZAMIESZANIE I SPAM W KOMENTARZACH.
A będzie jakieś podsumowanie pierwszego etapu?
Podsumowanie będzie po wszystkich trzech etapach bo jeszcze inni gracze mogą dołączyć. Ale Was zapraszam do dyskusji w komentarzach.
Czy można jeszcze wysyłać opowiadania do I części konkursu?
Tak. Ale pamiętaj, że do finału szansę mają dostać się tylko osoby, które wezmą udział we wszystkich trzech etapach. Powodzenia!
Hi guys,
i am from germany and can hardly understand a thing in polish. What to do to win (write a story in polish)?
Write a story, draw something, make a movie… But you need to understand polish to understand the questions in every part of our competition.
Sounds fair. Hope, i dont need to write it in polish language ;)
Witam,
Chciałbym się upewnić, że nadal można nadsyłać prace na pierwszy etap? Bo jeśli nie, to w kolejnych etapach nie ma co już brać udziału. Na wszelki wypadek zacznę coś kombinować, najwyżej nie skończę. Tak w ogóle są jakieś sztywne deadline’y dla każdego etapu? Czy jeden wspólny, ostatecznie kończący konkurs?.
Z góry dzięki za odpowiedź i pozdrawiam.
Można, można. Do konkursu można dołączyć w dowolnym momencie. Ważne by pod koniec mieć odpowiedzi na wszystkie trzy pytania.
Deadline jest wspólny i kończy się w przyszły piątek lub niedzielę. Zobaczymy jak będzie Wam szło w ostatnim etapie :)
Hej spóźniony o tydzień (ach te studia) ale dołączam do konkursu.
Jest to pierwsza karta mini komiksu do 1 zadania, pozostałe dwie są narysowane ale pewnie dopiero dziś wieczór je posklejam. Nad drugim etapem pracuję jeszcze w myślach.
http://img689.images...
Bohater bez większego namysłu otwiera drzwi z mieczem mocno zaciśniętym w prawej dłoni oraz pochodnią w lewej. Schodząc na dół czuje przeszywające zimno które natychmiast gasi jego pochodnię. Bohater użył jednego ze swoich eliksirów który był łatwopalny na swojej pochodni. Pomieszczenie w którym się znalazł było nieduże i podobne do lochów z wieloma półkami i skrzyniami. Bohater zdziwił się skąd dochodziły potworne dźwięki gdyż nic nie widział po czym został zaatakowany. Spojrzał na swoje ramię na którym ujrzał ślady pazurów. Zorientował się że bestia która go zaatakowała była niewidzialna. Po kilku otrzymanych ciosach Bohater zgasił swoją pochodnię wyrównując tym szanse z jego przeciwnikiem. Bestię można było bez problemu usłyszeć gdyż oddychała bardzo głęboko. Bohater pchnął swój srebrny miecz w stronę dźwięku. Ostrze przeszywa ciało bestii po czym słychać upadek na podłogę. Bohater zapala pochodnię i widzi kałuże krwi na podłodze. Przeszukując regały oraz skrzynie bohater znajduje kilka pradawnych ksiąg, zaginione eliksiry oraz kilka bardzo rzadkich złotych monet. Bohater opatrzył swoje rany i wyszedł z piwnicy jak najszybciej w stronę swojego domu…
Otworzyłem drzwi i zrobiłem krok do przodu…. wszystko wydawało się być podejrzane ale brnąłem dalej w ciemność. Wydawało mi się, że czas stanął w miejscu. Ryk ucichł i słyszałem tylko bicie mego serca. Nagle drzwi się zamnkęły i zrozumiałem, że za chwilę nastąpi coś nieprzewidywalnego. Stanąłem pod ścianą i nasłuchiwałem…… stałem tak dłuższą chwilę, wkońcu oślepiło mnie światło które zaczęło wydobywać się z przeciwnej ściany. Zacisnąłem pięści i ruszyłem w białą otchłań, ale odbiłem się od niej jak od ściany i upadłem na zimną podłogę. Nagle zobaczyłem “Ojca Dyrektora” który wystawił ręke z koszyczkiem na “jałmużne”. Jestem osobą religijną więc rzuciłem kilka złotych monet, a w zamian otrzymałem eliksir “krzykacz”…. Wszystko znikło, schowałem miksture do torby i pomknąłem w strone drzwii. Po wyjściu z piwnicy wziąłem kilka głębokich oddechów i ruszyłem w stronę domu
Podchodzisz do drzwi, nasłuchujesz. Przez chwilę miałeś wrażenie że te odgłosy się wręcz nasilają, jednakże po chwili zaczęły słabnąć. Ostrożnie otwierasz drzwi i zaglądasz do środka. Wyciągasz z plecaka pochodnię i odpalasz przy pomocy krzemienia. Z pochodnią wyciągnięta przed siebie, powoli, ostrożnie zaczynasz schodzić w dół. Gdy w końcu twoje stopy dotknęły twardej posadzki rozglądasz się dookoła i nikogo nie znajdujesz. Przeszukujesz w pośpiechu piwnicę. Pod kilkoma workami z częściowo wyżartym przez myszy zbożem znajdujesz swoje zaginione eliksiry. Wtedy nie wiadomo skąd dobiega znowu ten sam odgłos który towarzyszył ci przy wchodzeniu do piwnicy. rozglądasz się ponownie i dostrzegasz że na jednej ze ścian mocno zdewastowany gobelin zaczął delikatnie falować. Podchodzisz żeby sprawdzić czy coś nie kryje się za nim. Okazuje się że znajdował się tam długi tunel, którego końca nie możesz dostrzec. Postanawiasz wejść i rozejrzeć się w nadziei na znalezienie jakichś ciekawych artefaktów. Gdy wychylasz głowę za jeden z zakrętów okazuje się że trafiłeś do większej jaskini. na środku jaskini paliło się małe ognisko. przy ognisku siedział niziołek a kawałek dalej leżał sporych rozmiarów niedźwiedź. Na drugim końcu komnaty dostrzegłeś kilka skrępowanych postaci. W jednej z tych postaci rozpoznałeś znajomą barmankę – nic dziwnego że na górze nikogo nie zastałeś. Po przemyśleniu sytuacji ściągasz z pleców łuk i celujesz do niziołka. Po chwili oddajesz strzał. Niziołek został trafiony w bark i zemdlał z bólu. Zacząłeś biec w kierunku niedźwiedzia. Rozwścieczony niedźwiedź rzucił się w twoim kierunku, ledwo zdążyłeś uchylić się przed śmiercionośnymi pazurami. Jak tylko odzyskałeś równowagę ciąłeś miecze niedźwiedzia po pysku rozcinając część żuchwy i oślepiając niedźwiedzia na jedno oko. Po serii cięć i uchyleń niedźwiedź zaczął wyraźnie męczyć się tym starciem z powodu dużej utraty krwi. Gdy nadarzyła się okazja wbiłeś swój sztylet w krtań niedźwiedzia. Po chili od ostatniego ataku niedźwiedź znieruchomiał. rozejrzałeś się za nieprzytomnym niziołkiem. Okazało się że zbiegł. Nie zastanawiając się długo uwolniłeś barmankę i jeszcze kilka osób i razem wróciliście przez piwnicę do oberży
Otwieram , wchodzę za drzwi i okazuje się że właśnie wpadłem w nieskończoną pętlę portali które stworzone zostały przez starożytnych magów aby ujarzmić potworne zło z zarania dziejów. Nie pozostaje mi nic innego niż spadać w nich aż do krańca mego żywotu.
Na dole widzę Teścia uciekającego w popłochu przed Teściową…
Mój ojciec zawsze powtarzał mi, że nie ma nic gorszego niż ryk żarłotrupa. Człowiek wtedy bowiem uświadamia sobie, że jego życie jest bardzo kruche, wystarczy jeden cios tego straszliwego potwora, a wszystkie nieprzebyte dotąd ścieżki, które czekały na nas w świetle nieznanej przyszłości, łączą się w jedną, prostą drogę prowadzącą do ciemnych bram piekieł. Nie mam pojęcia dlaczego w tej chwili sobie o tym przypomniałem, przecież mój ojciec był słabym głupcem, który zdany był na łaskę jego durnego Boga – Stwórcy. ”On zawsze pokieruje twym życiem synku, zdaj się całkowicie na niego, nie uciekaj przed przeznaczeniem” – wciąż to mówił, całe swe życie zmarnował oddając się swojej durnej wierze. Ona sama nie uchroniła go przed śmiercią, gdy został napadnięty przez bandytów, zwykły głupiec… Ja jestem łowcą! I niestraszne są mi niezbadane wyroki opatrzności! Jednak mimo tego przekonania czułem w środku pewną obawę. W moich płucach pulsował lekki ból. Czy to przeczucie? Nie, co ja plotę, jeszcze stanę się takim głupcem jak mój ojciec…
- Hej! Harold ty stary łamago, trzymaj mój plecak, schodzę do tej piwnicy. Tylko pod żadnym pozorem nie idź za mną, może być niebezpiecznie.
- Jesteś pewien, że to dobry pomysł? Maże daj sobie z tym spokój?
- Zamknij się! Dobrze wiem, co robię.
Schody były strasznie śliskie, jakby skąpane lodem, jednak pod nogami dało się wyczuć dziwną maź, która pokrywała całą drogę na dół.
- Co to może być? Ten zapach… jest jakiś znajomy. Szkoda, że jest tu tak ciemno, a ja nie mam pochodni, by sprawdzić, co to za dziwna ciecz.
Drzwi były wielkie, zbudowane z ciężkiego, magicznego drewna z pobliskiego lasu. Dziwne.. ale one także były pokryte tą substancją. Wiedziałem, że już kiedyś się z nią spotkałem, nie mogłem sobie tylko przypomnieć gdzie.
Po kilku chwilach udało mi się otworzyć drzwi, w środku było ciemno, a jedyne światło padające do tego pomieszczenia pochodziło z malutkiego okna usytuowanego pod sufitem. Smród był straszny, z ledwością powstrzymywałem się od wypuszczenia z siebie mojej marnej kolacji. Oszołomiony tym straszliwym odorem starałem się możliwie najszybciej wziąć to, po co przyszedłem i wydostać się z tego okropnego pomieszczenia. W końcu dostrzegłem mały stolik, na którym znajdował się flakon z żarzącą substancją w środku. Nareszcie go znalazłem! Smocza łza jest moja! Wreszcie skończył się pięcioletni okres moich poszukiwań, w końcu będę mógł odetchnąć.
Gdy miałem już wychodzić nagle przypomniałem sobie ten straszliwy krzyk, który poprzedził moje zejście do piwnicy. Dotąd byłem ogarnięty tylko pragnieniem zdobycia tego, czego szukałem przez pięć lat. W tej samej chwili usłyszałem szelest dochodzący spod stolika, ból w płucach wzmógł się, a moje serce waliło jak oszalałe. Do mych uszu wciąż dochodziły słowa ojca; ”Pamiętaj, nie ma nic gorszego niż ryk żarłotrupa”. Nie mogłem uwolnić się od tego zdania, zawładnęło całym moim mózgiem, byłem na nie skazany… W tej samej chwili wszystko już było dla mnie jasne, ta dziwna substancja to ludzka krew, ten smród, który czuję to rozkładające się ciała, a piwnica, w której się właśnie znajduję, to miejsce śmierci wielu podobnych do mnie poszukiwaczy. Dlaczego wcześniej tego nie zauważyłem? Wszystko przez ten eliksir, kierowała mną jedynie ogromna chęć jego odnalezienia.
Muszę się stąd wydostać! Pomknąłem czym prędzej do drzwi i szybkim ruchem udało mi się je zamknąć.
- Harold? Jesteś tam?
Gdy wróciłem do głównej sali oberży, siedzący dotąd goście czekali gotowi zaciągnąć mnie do miejsca, z którego właśnie uciekłem.
- Harold? Ty…
- Tak głupcze, to ja jestem strażnikiem łzy smoka. Zaraz wytargam od ciebie moją własność, a ty skończysz jak inni w objęciach żatłotrupa.
Byłem w potrzasku, przede mną stała duża zgraja złoczyńców z jednym celem – rzucenia mnie na pożarcie, a za moimi plecami słychać było przerażające ryki żarłotrupa. Ich przewaga była spora, więc moja sytuacja wydawała się być bez wyjścia. Nagle jednak dostrzegłem moją torbę, którą oddałem Haroldowi. Z pewnością nie wiedział, co się w niej znajduje, ponieważ leżała spokojnie za barem.
Tak! To moja jedyna szansa.
Szybko wyciągnąłem swój miecz i przeciąłem linę podtrzymującą żyrandol zawieszony wysoko pod sufitem. Ten spadł prosto na moich oprawców i zanim zdążyli się pozbierać pochwyciłem swą torbę i użyłem znajdującego się w niej zaklęcia teleportacji. Po chwili byłem wolny, a przede mną rysowała się już tylko droga prowadząca prosto do mego schronienia.
Gdy usłyszałem ten ryk nie wiedziałem co począć. Ale ciekawość była większa. Gdy otworzyłem drzwi nic nie zobaczyłem prócz światła świecącego się na dole w piwnicy… Schodząc znów usłyszałem jakieś dziwne dźwięki. Gdy szedłem na dół okazało się, że to ekipa podrywaczy i kręcą nowego pornosa… Ulżyło mi. No i tak powstał chocapic.
Powoli zeszłem na dół.Okazało się że nikogo tam nie było.Były tam tylko beczki które się paliły.Troche mnie zaskoczyło że piwnica jest tak oświetlona.Odruchowo spojrzałem w górę i powiedziałem;
-Łoł,a gdzie jest sufit.
Pobiegłem szybko do wodza.Tak szybko biegłem że zaraz za drzwiami się wywaliłem i rozbeczałem się jak dziecko.Gdy doszłem do siedziby wodza opowiedziałem mu o wszystkim.Wódz po wysłuchaniu wyglądał jak by się czegoś bał.Zebrał trzech wojów Darmena,Kła i Jastrzebia.Poszli za mną.Gdy doszliśmy Darmen obejrzał sprawę i powiedział;
-To wygląda na robotę Dotoroga.
-Kogo – odpowiedziałem
-Dotoroga – powiedział Wódz
-Skoro już jesteśmy przy tej sprawie opowiem ci o niej – oznajmił Wódz
Kilka milionów lat temu gby ziemia jeszcze nie istniał,żyły cztery stwory które miały swoje atrybuty
Katoróg-stwór ognia
Sitoróg-stwór wody
Dotoróg-stwór ziemi
Futoróg-stwór wiatru
Cała czwórka postanowiła stworzyć świat w którym będą żyły w pokoju.Ten świat nazwali ziemią.Każdy z nich przyczynił się do jego powstania.
Katoróg stworzył słońce
Sitoróg stworzył morza i oceany
Dotoróg stworzył ziemie i góry
Futoróg stworzył wiatr i tlen
Żyli w spokoju aż do czasu.Gdy przybył czarnoksięrznik Malmalo i pozamieniał i z dobrych w złych.
I tak każdy zbudował fortece z swoim żywiole i słuch o nich zaginoł asz do dziś.
-Ten eliksir który tu widzisz mógby je połączyć i odtworzyć dycha czarnoksiężnika Malmo.
Nagle
-O nie dotoróg powrócił i zabrał eliksir – krzyknoł wódz.
-Musimy wyruszyć w misię – oznajmił wódz
Więc poszliśmy szybko się uzbroić.Zabrałem miecz ognia,maczugę wody,tarcze ziemi i łuk wiatru.Wyruszyliśmy.Szliśmy pięć dni i pięć nocy.Gdy doszliśmy do miejsca w którym się łączyły,rozbiliśmy obóz żeby odpocząć.Tej nocy modliłem się do legendarnego smoka dobroci o powodzenie się misji.Rankiem uzbrojeni ruszyliśmy.Schowaliśmy się sa krzakiem.Obok zobaczyłem ptaki błękitnego lotu.Powiędziałem im o tych stworach i objaśniłem plan działania.Darmenowi dałem maczygę wody,Jastrząbowi łuk wiatru,Kłu tarcze ziemi a ja wziołem miecz ognia.Darmen podszedł ich od tyłu.Jastrząb wsiadł na ptaka i poleciał na pozycję za to Kieł dołączył do Darmena,a ja zostałem sam.Na mój znak Darmen z kłem zaczeły atakować smoki.Przez chwilę walczyli sami.Jastrząb rozpoczoł ostrzał.Smoki były zajęci walką,więc miałem szansę wykraść eliksir.Pobiegłem po kapsułke z eliksirem,lecz nagle przedemną ogromny stwór ognia miał około pięć metrów.
-Co ty chciałeś niby zrobić żołnierzyku
-Właśnie to – krzyknołem
Za pomocą miecza ognia odleciałem w górę.Jastrząb rzucił mi łuk wiatru.W moich rękach łuk miał taką moc że uformofałem legendarną strzałę ośmiu bram niebios i wystrzeliłem ją.Gdy dotarła do celu wybuchła.Po opadnięciu dymu zobaczyłem że go pokonałem.Darmen i Kieł żucili mi broń,wtedy coś nakazało mi je połączyć.W ten sposób powstał Miecz Świata.Uderzyłem kapsułke z elitsirem.Po moim uderzeniu kapsułka została zniszczona.Stwory wróciły do swoich fortec,a my powróciliśmy